Zaczęłam dzisiaj mój bonusowy tydzień praktyk albo wolontariatu na chirurgii, jak zwał tak zwał. Ponieważ najwcześniejszym pociągiem mogę dojechać do szpitala dopiero na 7:40, to dotarłam spóźniona na poranny obchód. Szybko narzuciłam na siebie fartuch, ubrałam moje oddziałowe buty, zostawiłam torebkę na stanowisku pielęgniarek i poleciałam dołączyć do wycieczki, która gęsiego wchodziła właśnie do sali numer dwa. Nie wiem jak to wygląda w innych szpitalach, ale tutaj obchód to świętość. Na przodzie maszeruje ordynator, za nim pozostali specjaliści i rezydenci, którzy danego dnia są w pracy, pielęgniarka opatrunkowa, druga pielęgniarka, no i tymczasowo także ja. Nim obchód dobiegł końca, już był telefon od oddziałowej z bloku, że gdzie są wszyscy lekarze i, że przecież o 7:30 mieli zaczynać pierwszą operację. Szef oddelegował młodą rezydentkę, która miała być głównym operatorem, oraz mnie, żebym sobie popatrzyła, a sam dołączył zaraz po zakończonym obchodzie. Pierwszym zabi...
"Whatever the mind of man can conceive and believe, it can achieve." - Napoleon Hill