Skip to main content

Posts

Z życia rezydenta ortopedii, czyli ciąg dalszy drogi do specjalizacji w Anglii; Kolosseum, Rzym i marokańskie koty.

Jak to mówią, 'Time flies when you're having fun'.  Siedem miesięcy pracy jako starszy rezydent na północy Anglii już za mną. Czy dobrze się bawię? Zdecydowanie! Praca jako starsza rezydentka, zgodnie z oczekiwaniami, jest niesamowicie satysfakcjonująca i rozwojowa. Choć moja forma zatrudnienia jest trochę niestandardowa, a co za tym idzie, mój grafik wygląda inaczej niż u kolegów i koleżanek na rezydenturze, to właśnie dzięki temu mam znacznie więcej swobody i mogę sama decydować o tym, co chcę robić. Jak zawsze, ma to zarówno plusy, jak i minusy, ale biorąc pod uwagę, że jest to forma, do której jestem przyzwyczajona, bo pracowałam w ten sposób przez ostatnie trzy lata od ukończenia stażu, to większym szokiem dla systemu byłaby konieczność pracy w ramach sztywnego grafiku. Choć podobnie jak tradycyjni rezydenci jestem przypisana do konkretnego specjalisty (a nawet dwóch), to jeden z nich spędził pierwsze kilka miesięcy na urlopie zdrowotnym, po czym po kolejnych miesiącac...
Recent posts

Progres, przeprowadzka i północna Anglia, czyli powoli do przodu.

No i udało się, po wypełnieniu dwudziestu sześciu aplikacji, dwóch rozmowach o pracę, miesiącach ścigania ludzi o referencje, niezliczonych mailach i wypełnionych formularzach, za dwa dni rozpoczynam moją pierwszą pracę jako starszy rezydent na ortopedii (w trybie pozarezydenckim)!  Jak wspomniałam w poprzednim wpisie, choć ofert pracy dla osób zainteresowanych ortopedią trochę było, to liczba chętnych lekarzy znacznie ją przewyższała. Wiele ofert zamykało się na nowe aplikacje w przeciągu kilku godzin, ze względu na zbyt dużą liczbę chętnych. Pierwsza posada, w szpitalu w Londynie, na którą dostałam się na rozmowę kwalifikacyjną, zdecydowanie nie była moim top wyborem. Stolica Wielkiej Brytanii jest chyba ostatnim miejscem, w którym chciała bym mieszkać i pracować, ale z braku innych opcji, do rozmowy podeszłam. Patrząc obiektywnie, poszło mi na niej dość przeciętnie, ale mimo tego po kilku dniach otrzymałam maila z informacją, że o ile posady zaoferowano innym kandydatom, to w zw...

Malaga, Mauritius i kolejne zmiany, czyli wpis na trzydziestkę.

Z trzydziestką zbliżającą się wielkimi krokami, w końcu zmotywowałam się by dodać kolejny wpis. W ostatnich latach, ze względu na wszelakie egzaminy i rekrutacje, mam poczucie, że zimowe miesiące upływają mi głównie pod hasłem nauki, więc rzadko mam motywację aby wtedy cokolwiek pisać. W tym roku było podobnie, ponieważ znaczną część zimy spędziłam przygotowując się do rozmowy o pracę (czytaj, egzaminu ustnego) na drugi stopień specjalizacji. Jako, że poprzednio nie pisałam chyba o tym w zbyt wielu szczegółach, w skrócie wyjaśnię jak cały ten proces wygląda. 

Samozatrudnienie? Lekarz najemnik? Pierwsze kroki w świecie locum lekarza, czyli rzeczywistość pracy ad hoc.

Myślę że większość osób, zwłaszcza tych żyjących i kształcących się w Polsce, na hasło 'jestem młodym lekarzem' ma przed oczami kogoś zatrudnionego w jednym szpitalu przez parę lat specjalizacji, podczas których w ramach 'dorobienia' można wziąć dodatkowe dyżury na swoim macierzystym oddziale albo parę zmian w POZ lub NPL. Znacznie mniej osób pomyśli o 'lekarzu najemniku'. Określenie to ukradłam od M, która od ukończenia studiów jest jego prawdziwą definicją, pracując tylko ad hoc już dobrych kilka lat. Od zabezpieczania wydarzeń wraz z zespołami ratowników medycznych (koncerty, wydarzenia sportowe), przez jeżdżenie karetką za ważnymi politykami, po udziały w komisjach wojskowych. Wszystko to w różnych częściach województwa, a czasami kraju, często także na ostatnią chwilę. Choć realia pracy w Anglii są zupełnie inne, to właśnie określenie 'lekarz najemnik' najlepiej pasuje mi do zobrazowania pracy jako tak zwany lekarz 'locum'.  Dla przypomnieni...

Wolność, wakacje i kamienie milowe, czyli koniec nauki i plany na kolejny rok.

Wolność! Taka była moja pierwsza myśl, gdy w czerwcowy poranek podczas odwiedzin w Polsce otrzymałam wyniki MRCS part B, drugiej części egzaminu chirurgicznego, do którego podeszłam w maju. Dla niewtajemniczonych, jest to egzamin umożliwiający zostanie członkiem jednego ze Stowarzyszeń Chirurgów (Royal College of Surgeons) i jest on de facto niezbędny do ukończenia pierwszego stopnia specjalizacji. Ale po kolei! Po zimowym wypadzie do Porto, o którym pisałam w poprzednim poście, kolejne dwa i pół miesiąca, zgodnie z oczekiwaniami, spędziłam próbując pogodzić pracę kliniczną, uprzednio zaplanowane wyjazdy i wydarzenia oraz naukę do egzaminu. Luty upłynął mi głownie pod hasłem nocnych zmian, co nie ułatwiało nauki. Na szczęście pomiędzy dyżurami miałam już zaplanowane kilka dni wolnego na wypad do rodziców B, a dodatkowo BMA ogłosiło kolejne strajki lekarzy pod koniec miesiąca, w związku czym udało mi się poświęcić kilka pełnych dni na naukę. Od marca, poza samodzielną nauką, zaczęłyśmy ...

Podróże, progress i powrót do nauki, czyli o krok bliżej do specjalizacji.

Zgodnie z przewidywaniami, końcówka września i cały październik upłynęły mi pod hasłem nocnych dyżurów. Nie pamiętam czy pisałam o tym wcześniej, ale forma dyżurowania w Anglii wygląda trochę inaczej niż w Polsce, zwłaszcza na początkowych etapach kariery. Zamiast 24-godzinnych zmian, nocki w trakcie stażu i pierwszego stopnia specjalizacji trwają zazwyczaj 13 godzin. Oznacza to, że na zmianę przychodzi się na godzinę dwudziestą czy dwudziestą pierwszą i wychodzi się z pracy po porannej odprawie. Haczyk jest taki, że dyżury te odbywają się w sesjach po trzy (piątek-poniedziałek) lub cztery (poniedziałek-piątek) z rzędu, więc po dniu odsypiania (jeśli ma się ku temu warunki, na prawdę nie wiem jak radzą sobie koledzy i koleżanki, którzy mają dzieci), wraca się do pracy na kolejną nockę. Dodatkowa różnica jest taka, że bardzo często są to intensywne zmiany, więc nie ma mowy o jakimkolwiek spaniu w trakcie dyżuru, zwłaszcza dyżurując na internie czy chirurgii ogólnej. Na szczęście na orto...

Własna droga, sukcesy i porażki, czyli podsumowanie kolejnego roku pracy w Anglii.

Jak zawsze pisanie nowego wpisu wychodzi mi na raty. Chciałam wrzucić wpis na początku sierpnia na podsumowanie minionych dwanaście miesięcy w obecnej pracy, a tu nagle początek października. Jako, że od poprzedniego wpisu minęło już pół roku, trochę się w tym okresie wydarzyło, więc po kolei.  Życie zawodowe: Kliniczna część mojej pracy na ortopedii utwierdziła mnie w przekonaniu, że to jest właśnie to co chcę robić. Po niezliczonych dyżurach i dniach na oddziale, asystach, na bloku, pierwszych przeprowadzonych operacjach, interakcjach z pacjentami, starszymi rezydentami i zespołem specjalistów, nie mam już wątpliwości, że to właśnie ortopedia, a nie chirurgia ogólna będzie moim docelowym planem na przyszłość. Myślę, że patrząc na moje praktyki wakacyjne z czasów studenckich, w tym mój dwumiesięczny Erasmus w Anglii, nie jest to specjalnie dużym zaskoczeniem, ale miło było utwierdzić się w tym przekonaniu z perspektywy lekarza, którego praca wygląda jednak trochę inaczej niż ekscy...

Wyjazdy, konferencje, egzaminy i kursy, czyli intensywny blok kliniczny i dużo zdjęć.

Zgodnie z obietnicą z poprzedniego wpisu, ten zacznę od zdjęć. Końcówkę zeszłego roku, w przerwach od pracy i nauki do egzaminów, spędziłam bardzo przyjemnie. Październik zaczęłam od spontanicznej wycieczki do Barcelony, gdzie zastała mnie znacznie ładniejsza pogoda niż początkowo zapowiadano, a później T i W w końcu wpadły w odwiedziny do UK, więc spędziłyśmy kilka dni na nadrabianiu zaległości w babskich pogaduchach, zwiedzaniu miasta i degustacji magicznych trunków. Natomiast na  zakończenie miesiąca spędziliśmy z B relaksujący weekend w SPA w Bath, po czym w ramach kolejnej spontanicznej wycieczki wyskoczyłam do Londynu na Hallowenową imprezę do koleżanki ze stażu :D Barcelona

Nowe miasto, nowy szpital i nowe wyzwania, czyli czas na FY3 i ortopedię.

Tak jak wspominałam w poprzednim wpisie, po zakończeniu stażu przyszedł czas na kolejne zmiany. Zgodnie z planem, pod koniec lipca przeprowadziliśmy się do dużego miasta, gdzie w sierpniu rozpoczęłam moją nową pracę jako Clinical Education Fellow (co po polsku można by przetłumaczyć jako asystent edukacji klinicznej) na ortopedii i traumatologii. Sama przeprowadzka nie obyła się bez zamieszania. Nie dość że warunki atmosferyczne nam nie sprzyjały, bo trafiliśmy na największą falę upałów, to do tego na trasie były ogromne korki, ja byłam wykończona po 5 nockach z rzędu, a kierowca vana transportowego nie należał do najsympatyczniejszych. Dodatkowo, na miejscu okazało się, że miejsce parkingowe przypisane do naszego mieszkania jest na innej ulicy niż wejście do budynku, a ulica przy której znajduje się mieszkanie jest w remoncie i nie można na nią wjechać. Na szczęście tata B, który razem z mamą pomagał nam przy przeprowadzce, zagadał do robotników i załatwił nam możliwość tymczasowego z...

Dyżury, nocki i asysty, czyli w końcu powrót na chirurgię.

Post napisany już jakiś czas temu, ale w chaosie przeprowadzki i rozpoczęcia nowej pracy wypadło mi z głowy, że miałam go dodać, więc teraz wrzucam ze wsteczną datą z zeszłego tygodnia, żeby narracja miała sens :P Z początkiem sierpnia 2020 rozpoczęłam moją pierwszą rotację na stażu w Wielkiej Brytanii. Rotacja ta odbywała się na chirurgii ogólnej i kolorektalnej w dużym szpitalu klinicznym w Plymouth. Tak się składa, że prawie dwa lata później, moją ostatnią stażową rotację także odbyłam na chirurgii, tym razem w trochę mniejszym, "powiatowym" szpitalu. Choć do oficjalnego zakończenia stażu zostało jeszcze kilka dni, to podobnie jak w ubiegłym roku, komisja weryfikująca stażowe portfolia już dawno się odbyła. Kolejny rok zaliczony, czas więc na kolejne podsumowanie. Moja zeszłoroczna rotacja na chirurgii pozostawiała wiele do życzenia. Jako nowo wykształcony lekarz, w obcym kraju, czułam się rzucona na głęboką wodę. Jako stażyści pierwszoroczni byliśmy pierwszym punktem kont...