Skip to main content

Posts

Showing posts with the label sesja

Miopatie? Mioklonie? Miastenie? A może dystrofie miopatyczne? Czyli gąszcz neurologicznych terminów.

Zabiegana końcówka roku, po czym spontaniczne wyjazdy wakacyjne spowodowały, że próby dodania wpisu szły mi ostatnio opornie. W końcu udało mi się jednak wygospodarować trochę czasu, więc czas nadrobić zaległości. Po rozmowach ze znajomymi ze starszych lat, którzy teraz są już szczęśliwymi posiadaczami dyplomów ukończenia studiów, nasuwa się jeden wniosek, jedynym przedmiotem, który wśród studentów piątego roku budził pewnego rodzaju strach i obawę była na naszej uczelni neurologia. Z jednej strony, można by powiedzieć, że przecież to przedmiot jak każdy inny, w sumie taka interna geriatryczna, tylko pacjenci często w gorszym stanie i ograniczonym kontakcie, ale na intensywnej terapii czy psychiatrii potrafiło być równie źle, a nawet gorzej. Skąd więc takie podejście? Prawdopodobnie stąd, że, choć oczywiście mogę mówić tylko za siebie, ale po neuroanatomii, która stanowiła jedynie ułamek tego przedmiotu na pierwszym roku (a jeśli ktoś, tak jak ja miał szczęście, a przynajmniej ...

Czerwiec, czyli mówicie, że sesja się zbliża?

5 dni temu zaczęliśmy ostatni miesiąc nauki w tym roku akademickim. Wydawać by się mogło, że oznacza to, nadchodzące wielkimi krokami, długie godziny spędzone nad książkami. Niby tak, ale jednak jakoś to wszystko inaczej teraz wygląda niż w poprzednich latach. Na pierwszym roku była "tylko" anatomia, na drugim praktycznie "tylko" biochemia, a mimo tego aurę stresu i poczuci, że nadszedł czas pilnej nauki, dawało się wyczuć już w maju (i chyba nic się nie zmieniło, bo w moich blogowych statystyka ponownie zagościły już hasła odsyłające w stylu "nic nie umiem z anatomii", "anatomia w miesiąc jak się nauczyć", nieustannie mnie to bawi :P ). Tym razem, choć przed nami zaliczenie z pediatrii i 2, a przed wieloma osobami 3 egzaminy, to atmosfera jest znacznie spokojniejsza. Ładna pogoda, słoneczko, koncerty, imprezy, plaża w weekend, ewentualnie, jak w moim przypadku, praca od piątku do niedzieli (co nie przeszkodziło mi oczywiście w świętowaniu Juwen...

Nigdy więcej patomorfologii, czyli ja kontra sesja 2:0 :D

No i stało się, oficjalnie zakończyłam pierwszy semestr trzeciego roku. Dwa najgorsze egzaminy za mną i z obydwu udało mi się wyjść obronną ręką. Po napisaniu patomorfologii byłam prawie pewna, że czeka mnie kolejne podeście we wrześniu, bo na 125 pytań, na jakieś 20 byłam przekonana co do poprawności zaznaczanych odpowiedzi. Jako, że egzamin był wielokrotnego wyboru, to "wystrzelanie" 40 punktów wydawało się raczej nierealne, a pytania do prostych nie należały. Słyszałam plotki, że na teście znalazły się nawet pytania z LEKu. Nadzieje na to, że Zakład okaże się łaskawy (albo chociaż leniwy) i powieli pytania z poprzednich lat, okazały się w dużej mierze płonne. Dodatkowo, po napisaniu testu, poinformowano nas, że na wyniki będziemy czekać aż tydzień. Nie robi mi to żadnej różnicy, bo gdy tylko wychodzę z egzaminu, wyrzucam z głowy myśli o nim, zwłaszcza jeśli rozpoczynam w danym momencie wakacje, jednak spora część moich znajomych była z tego powodu niezadowolona i niezbyt c...

Pożegnanie z mikrobiologią, czyli ja kontra sesja 1:0.

W tym roku, po raz pierwszy i zarazem ostatni, mam okazję przeżywać sesję zimową. W dwóch poprzednich latach, albo w ogóle nie mieliśmy egzaminów po pierwszym semestrze (na 2-gim roku), albo miałam szczęście być zwolniona z ich pisania (na 1-szym roku), natomiast od przyszłego roku będziemy mieć bloki, a co za tym idzie, będzie sesja ciągła. Także ten rok jest pod tym względem wyjątkowy. W ramach tego, wczoraj zmierzyłam się z egzaminem nr 1 - mikrobiologią. Nigdy nie byłam miłośniczką tego przedmiotu, także nauka do niego szła mi bardzo opornie, czego najlepszym dowodem były moje regularne wizyty na poprawkach wejściówek na drugim roku. W tym semestrze częściej udawało mi się zdawać je za pierwszym podejściem, ale to głównie dlatego, że część materiału się powtarzała i dawało się coś wymyślić. Poza tym, miałam znacznie bardziej wyrozumiałą prowadzącą, co miało ogromny wpływ na zdawalność w całej grupie. Na egzamin poszłam przygotowana tak jak na wejściówki, czyli średnio. Mieliśmy 60...

Nowy rok, stara ja, czyli sesja jak zawsze zaskoczyła studentów :P

Powinnam siedzieć i uczyć się do sesji i kolokwiów, więc naturalnie to najlepszy moment na nowy wpis. Trochę mnie nie było, bo i zajęć za bardzo nie mieliśmy, najpierw święta, później sylwester, po nim nauka do kolokwium z patomorfologii, poprzeplatana próbami nauki do egzaminu z tego samego przedmiotu i tak jakoś zleciały te pierwsze 3 tygodnie stycznia. Choć do końca miesiąca zostało jeszcze trochę czasu, to mogę się już pokusić o małe podsumowanie. Dziś mieliśmy ostatnie zajęcia (z czterech) w klinice endokrynologii i chorób wewnętrznych. Spośród wszystkich oddziałów, w których mieliśmy dotychczas internę, na tym podobało mi się zdecydowanie najbardziej. Prowadząca, nie dość, że bardzo sympatyczna, to do tego było widać, że ma naprawdę bardzo dużą wiedzę w swojej dziedzinie. Dodatkowo trafili nam się znacznie ciekawsi pacjenci niż na poprzednich oddziałach. Podczas jednych z zajęć zbieraliśmy wywiad od pacjentki, u której w trakcie ciąży wykryto guza nadnerczy. Co ciekawe, wcześni...

No i po sesji, czyli wakacje oficjalnie rozpoczęte :D

Egzamin z fizjologii napisany, impreza z tej okazji zaliczona, wyniki odebrane - zdałam :D Jak zawsze w przypadku testów z tego przedmiotu, po jego napisaniu, nie byłam w stanie ocenić jak mi poszło. Pytania nie były ani super trudne, ani łatwe, w podobnym stylu co na kolokwiach. Jak zawsze pojawiły się "pewniaki", czyli pytania o receptory, krzepnięcie krwi, substancje wazokonstrykcyjne i wazodylatacyjne, baroreceptory. Poza tym, dużo pytań z regulacji układu krwionośnego, co akurat średnio mi się podobało, bo mimo, że to materiał z kolokwium, które miałam "przyjemność" pisać dwukrotnie, to kiepsko mi się tego uczyło, ESV, EDV, obciążenie wstępne, obciążenie następcze, jakoś nie umiałam skutecznie tego wszystkiego zapamiętać. Pytań z układu nerwowego na szczęście nie było zbyt dużo, ale jak już się pojawiły, to nawet nie próbowałam niczego analizować, tylko od razu strzelałam, bo wszystkie zdania brzmiały zbyt abstrakcyjnie, mimo że i tak przed egzaminem przeczyt...

Slajd nr 8730182380, czyli ostatnie dni przed egzaminem.

Od 3 tygodni, z przerwą na imprezę urodzinową, jej odsypianie i kilka odcinków seriali, moje życie ogranicza się głównie do siedzenia przed komputerem i czytania miliona slajdów/stron książki. Najpierw, przez 2 tygodnie romansowałam z Harperem, a teraz od kilku dni próbuję nauczyć się na egzamin z fizjologii. Jest to na pewno przyjemniejsze, bo choć przez cały rok uczyłam się tego przedmiotu dużo mniej niż biochemii, to są to rzeczy znacznie ciekawsze, a do tego mam "podparcie" w postaci wiedzy z biologii w liceum, histologii, anatomii czy biochemii. Istnieją oczywiście zagadnienia, które muszę na nowo wykuć, co zresztą skrzętnie odkładam "na później" (egzamin za 3 dni xD), ale czytanie o hormonach tarczycy, czy funkcjonowaniu nerek jest znacznie ciekawsze, niż uczenie się wszystkich enzymów B-oksydacji i cyklu pentozofosforanowego, koenzymów, kofaktorów i inhibitorów łańcucha oddechowego, oraz innych, zapewne niezmiernie przydatnych szczegółów z biochemii. Niest...

Biochemii jeszcze nie koniec, czyli wrzesień też jest dla ludzi.

Egzamin z biochemii, zgodnie z przewidywaniami, był beznadziejny. Milion pytań o detale, o LEKI (rzecz, której nikt przez cały rok nie wymagał...), dużo pytań o materiał z ćwiczeń, podczas gdy w poprzednich latach ograniczało się to do góra dwóch i to tylko na zasadzie "do wykrycia X służy próba...", a do tego próg zaliczenia, w przeciwieństwie do poprzednich lat, nie drgną nawet o pół punktu, był aż o 8 wyższy niż w ubiegłym roku. Generalnie, straszna loteria i niestety tym razem zabrakło mi szczęścia. Zresztą ono nigdy nie szło w parze z tym przedmiotem. W wrześniu na szczęście są pytania opisowe, a nie test, a trzeci termin jest w ogóle ustny u Szefa, więc coś zdecydowanie bardziej w moim stylu. Mimo tego mam nadzieję, że na dwóch podejściach się skończy ;) Wyniki całego roku, choć nie są znane dokładne statystki, to oscylują w granicach 50% zdawalności, więc szału nie ma. Po "dopytce", którą mają osoby, będące na granicy progu zaliczenia, statystki się pewni...

Mission [im]possible, czyli egzamin za 12 dni.

Jak ten czas okropnie szybko leci, gdy trzeba się uczyć. Nagle znów mamy piątek, a w mojej głowie nadal biochemiczna pustka. Powtórzyłam już przeszło połowę zagadnień, ale te najważniejsze i najobszerniejsze zostawiam na koniec, bo ich chciałabym się faktycznie nauczyć. Z dotychczasowo przejrzanych, może coś skojarzę, mając pytania testowe, ale to jest taka ilość materiału, szczegółów i nieistotnych informacji do zapamiętania, że na egzaminie i tak będę się bawić w strzelanie. Motto każdej sesji :D Dziś niespecjalnie mi wychodzi nauka, bo na 11 byłam umówiona, żeby napisać poprawkę z ostatniej zaległej wejściówki z mikrobiologii, więc od rana musiałam coś tam na to powtórzyć. Na szczęście, choć nie "weszły" mi pytania to udało mi się zdać <3 Tym samym, mikrobiologię mam z głowy, niestety tylko na czas wakacji, bo jeszcze cały semestr przede mną... Druga część zaliczenia praktycznego z fizjologii też już za mną, więc nie pozostało mi nic innego jak cierpienie nad bi...

Koniec roku coraz bliżej, czyli krótko przedsesyjnie.

Kolejny, ostatni już, tydzień zajęć za mną. W poniedziałek mieliśmy nasz ostatni angielski, na którym poznaliśmy oceny z pisanego tydzień wcześniej kolokwium, a później oceny końcowe. Na pierwszym roku nie było mi zbyt po drodze do nauki na kolokwia, a dodatkowo, nasz prowadzący układa takie testy, że idąc nauczona potrafiłam napisać na gorszą ocenę niż gdy szłam nieprzygotowana. Prawda jest taka, że te zaliczenia, które pisałam tylko w oparciu o swoją ogólną znajomość angielskiego, szły mi zazwyczaj lepiej niż te, na które próbowałam się czegoś uczyć z książek, dlatego na drugi rok nawet nie kupowałam książki. Mimo tego, koniec końców, ku bardzo miłemu zaskoczeniu, okazało się, że udało mi się, nie tylko wywalczyć zwolnienie z egzaminu, ale także dobić do wyższej średniej niż się spodziewałam, więc przedmiot kończę z 4.5 do "indeksu". Mogłabym podejść do egzaminu, pewnie byłaby to jakaś dodatkowa motywacja do nauki słówek i szansa na nawet wyższą ocenę (patrząc po ubiegłoro...

Zabiegany tydzień

Kolokwiów brak, wejściówek tyle co zawsze, a mimo tego trwający tydzień spędzę w biegu. Zaczęło się tak naprawdę od niedzieli, którą spędziłam w biegu - dosłownie. Zostałam wyciągnięta przez D. na bieg mikołajkowy. Strasznie chciała wziąć w nim udział, ale nie uśmiechało jej się jechanie samemu, więc dałam się namówić. Ona dzielnie towarzyszy mi na każdej imprezie, to postanowiłam też coś zrobić :D Bieg był 10km, więc zapisując się, nie byłam przekonana czy w ogóle dam radę, ale na szczęście lata uprawiania sportu nie poszły całkiem na marne. Mimo, że od rozpoczęcia studiów moja aktywność fizyczna pozostawia wieeeele do życzenia to nie jest tak źle z moją wydolnością. Biegło się całkiem w porządku. Dystans pokonany, czas całkiem przyzwoity jak na to, że nie jestem miłośniczką biegania i nie robiłam tego regularnie od 1,5 roku. Do tego pogoda dopisała, chociaż silny wiatr był momentami uciążliwy. Organizatorzy zapewnili świąteczne pierogi z barszczem, a dodatkowo każdy, kto ukończ...