Skip to main content

Posts

Showing posts with the label wakacje

Wakacyjne szaleństwo, czyli jachty, imprezy, konie i praktyki na krańcu Polski. [Plus dużo zdjęć]

Uwaga, będzie dużo zdjęć :D Wszystkie zdjęcia są własnością moją lub W i proszę nie wykorzystywać ich bez naszej zgody.  Choć przede mną jeszcze prawie miesiąc wakacji, to ich najintensywniejszą część mam już zdecydowanie za sobą. Jeszcze pod koniec czerwca wydawało mi się, że czeka mnie dużo nudy, ale kilka spontanicznych decyzji i nagle okazało się, że na przestrzeni miesiąca, we własnym domu spałam może ze trzy noce. Na początek, po kilku dniach odpoczynku od egzaminów, pojechałam żeglować na Mazury. Wyjazd był organizowany przez znajomych z roku, więc ekipa była super. Pogoda także nam dopisała, bo dni leniwe, pełne słońca, ale i flauty, przeplatały się z chłodniejszymi, ale za to wietrznymi, podczas których można było pobawić się na wodzie, a że cały mój jacht lubił dość ostre pływanie, to nie zabrakło mniej i bardziej kontrolowanych przygód, podnoszących poziom adrenaliny i dostarczających niezapomnianych wrażeń xD Po powrocie z wyjazdu i d...

Po drugiej stronie kurtyny, czyli anestezjologia i intensywna terapia.

Tak to mnie dwa miesiące nie było, a jak mnie wena złapała to dwa wpisy w tydzień :D Gdyby tak podliczyć praktyki i zajęcia na uczelni, to na przestrzeni ostatnich czterech lat spędziłam na bloku operacyjnym plus minus sześć miesięcy. Nie jest tajemnicą, że chirurgia to coś co uwielbiam i nigdzie nie czuję się tak dobrze jak przy stole operacyjnym, ze skalpelem w ręku. Tym razem przyszło mi jednak stanąć po drugiej stronie "kurtyny", czyli za głową pacjenta, na terytorium anestezjologów. Ilość żartów, dotyczących odwiecznej wojny między anestezjologiami i chirurgami jest prawdopodobnie nieskończona, sama nie raz byłam obiektem żartobliwych, uszczypliwych komentarzy, gdy z przekonaniem powtarzałam, że w przyszłości planuję zostać po stronie noży i haków. Nigdy nie były one jednak obraźliwe, tylko z humorem. Chirurdzy i anestezjolodzy z przymrużeniem oka. W oparciu o moje dotychczasowe doświadczenia, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że uwielbiam anestezjologó...

Praktyki, konferencje, podróże, czyli gdzie te wakacje uciekły?!

Pierwszy dzień października, a do mnie wciąż nie dociera, że moje trzymiesięczne wakacje dobiegają końca. Choć zajęcia zaczynamy dopiero jutro, to od piątku siedzę już w moim mieście studenckim i tonę w rzeczach, rozłożonych po całym pokoju, próbując się rozpakować. To jeden z minusów nieposiadania własnego mieszkania, dwa razy do roku trzeba spakować i rozpakować cały swój dobytek. Za każdym razem, powtarzam sobie przy tej okazji, że zrobię porządek w swoich ubraniach i wyrzucę te, których nie noszę. Naturalnie, za każdym razem kończy się na stwierdzeniu "może następnym razem" :P Wracając jeszcze na moment do praktyk, ostatnie dwa tygodnie w Wielkiej Brytanii nie różniły się za bardzo od poprzedzających ich siedmiu. Całe dnie spędzone w szpitalu, na ogół na bloku operacyjnym, od czasu do czasu także w poradni. Miałam okazję "przeprowadzić" jeszcze dwa drobne zabiegi, które były bardzo podobne do tego, o którym pisałam ostatnio, tylko wymagały wykonania dłuższych c...

Spóźnialskie autobusy, dyktafony i remonty, czyli witamy na Wyspach.

Pierwsze dwa tygodnie pobytu w Wielkiej Brytanii prawie za mną. Dotarcie tutaj okazało się znacznie bardziej skomplikowane i czasochłonne niż się spodziewałam. Choć mój samolot startował w niedzielę rano to podróż zaczęłam już w sobotę w nocy, ponieważ wylatywałam z Wrocławia przed siódmą, na lotnisku miałam być minimum 2h wcześniej, a przedtem musiałam tam dojechać, co zajmuje ok.2,5h. Już od samego początku wszystko szło niezgodnie z planem. Najpierw, tata przyjechał po mnie później niż się umawialiśmy, później zjechaliśmy złym zjazdem i zamiast pokonać większość trasy autostradą, to męczyliśmy się miejskimi i wiejskimi drogami. Na szczęście, był środek nocy, a stan polskich dróg poprawił się na tyle, że spokojnie można było utrzymywać przyzwoitą prędkość, w związku z czym na lotnisku byliśmy na czas. Zdążyłam nawet na spokojnie wypić kawę, zachodząc w głowę, jakim cudem ludzie mogą decydować się na zamawianie o takiej godzinie piwa, albo szotów, ale to chyba po prostu specyfika lotn...