Skip to main content

Posts

Showing posts with the label medycyna ratunkowa

Samozatrudnienie? Lekarz najemnik? Pierwsze kroki w świecie locum lekarza, czyli rzeczywistość pracy ad hoc.

Myślę że większość osób, zwłaszcza tych żyjących i kształcących się w Polsce, na hasło 'jestem młodym lekarzem' ma przed oczami kogoś zatrudnionego w jednym szpitalu przez parę lat specjalizacji, podczas których w ramach 'dorobienia' można wziąć dodatkowe dyżury na swoim macierzystym oddziale albo parę zmian w POZ lub NPL. Znacznie mniej osób pomyśli o 'lekarzu najemniku'. Określenie to ukradłam od M, która od ukończenia studiów jest jego prawdziwą definicją, pracując tylko ad hoc już dobrych kilka lat. Od zabezpieczania wydarzeń wraz z zespołami ratowników medycznych (koncerty, wydarzenia sportowe), przez jeżdżenie karetką za ważnymi politykami, po udziały w komisjach wojskowych. Wszystko to w różnych częściach województwa, a czasami kraju, często także na ostatnią chwilę. Choć realia pracy w Anglii są zupełnie inne, to właśnie określenie 'lekarz najemnik' najlepiej pasuje mi do zobrazowania pracy jako tak zwany lekarz 'locum'.  Dla przypomnieni...

Wyjazdy, konferencje, egzaminy i kursy, czyli intensywny blok kliniczny i dużo zdjęć.

Zgodnie z obietnicą z poprzedniego wpisu, ten zacznę od zdjęć. Końcówkę zeszłego roku, w przerwach od pracy i nauki do egzaminów, spędziłam bardzo przyjemnie. Październik zaczęłam od spontanicznej wycieczki do Barcelony, gdzie zastała mnie znacznie ładniejsza pogoda niż początkowo zapowiadano, a później T i W w końcu wpadły w odwiedziny do UK, więc spędziłyśmy kilka dni na nadrabianiu zaległości w babskich pogaduchach, zwiedzaniu miasta i degustacji magicznych trunków. Natomiast na  zakończenie miesiąca spędziliśmy z B relaksujący weekend w SPA w Bath, po czym w ramach kolejnej spontanicznej wycieczki wyskoczyłam do Londynu na Hallowenową imprezę do koleżanki ze stażu :D Barcelona

Skalpele, szwy i dużo stania, czyli zajęcia z chirurgii w szczegółach.

Jak nietrudno się domyślić, zajęcia z chirurgii to, przynajmniej w teorii, moja ulubiona część roku. Rzeczywistość jest jednak taka, że nigdy nie nastawiam się na nie zbyt optymistycznie, bo przyzwyczajona do bycia częścią "życia oddziału" i bloku operacyjnego w trakcie praktyk wakacyjnych, zdaję sobie sprawę, że ćwiczeniom będzie do tego daleko. Nie dość, że nie jestem na nich jedyną studentką, a na praktykach dbam o to, aby z jak największym prawdopodobieństwem tak właśnie było (i jak dotychczas zawsze się udawało), to dodatkowo w trakcie wakacji spędzam cały czas wśród tego samego personelu, a miesięczne zajęcia w ramach piątego roku, odbywają się w trzech różnych szpitalach, na sześciu oddziałach. Nie zmienia to faktu, że jest to jeden z przyjemniejszych bloków, w czasie którego zajęcia kończą się często bardzo wcześnie, a atmosfera, jak to wśród chirurgów, jest na ogół lekka i przyjemna. Podobnie jak w ubiegłym roku pierwsze dwa dni składały się z maratonu samych semina...

Szwy, żarty i ALS, czyli chirurgia i medycyna ratunkowa.

Dopiero co bawiłam się na żeglarskiej majówce, a tu nagle zrobiła się prawie połowa lipca. Znów narobiłam sobie zaległości w pisaniu, ale moje lenistwo bywa silniejsze ode mnie :P Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że miałam w tym semestrze całkiem sporo egzaminów, z czego większość, mimo że technicznie rzecz biorąc na 4 roku jest sesja ciągłą, przypadała na ostatni miesiąc. Najpierw, jeszcze na koniec maja, musiałam zmierzyć się ze zdecydowanie najgorszym przedmiotem, czyli farmakologią. Tak jak w przypadku wszystkich dużych i ciężkich egzaminów, założyłam że dwa tygodnie będą optymalnym czasem na przygotowanie, co później, tradycyjnie już przeklinałam, idąc na egzamin. Test nie był, ani prosty, ani wybitnie trudny, ale to jest ten rodzaj przedmiotu, którego nie da się nauczyć w całości, zresztą nie po to ktoś wymyślił Pharmindexy i Empendium, żeby trzymać w pamięci tysiące nazw leków. Najbardziej demotywujący był fakt, że test składał się ze 100 pytań, a to już jest ta liczba, ...

Bardziej zabiegowo niż się spodziewałam, czyli gastroenterologia na zakończenie roku.

Naszym ostatnim blokiem przed przerwą świąteczną była gastroenterologia. Jest to tak naprawdę część bloku z interny, więc spodziewałam się kolejnych dwóch tygodni zbierania wywiadów i badań przedmiotowych. Na szczęście, okazało się, że jest to specjalizacja znacznie bardziej zabiegowa niż myślałam. Po pierwszym seminarium zostaliśmy przydzieleni do różnych asystentów, mojej szóstce się poszczęściło, ponieważ zajął się nami docent B. Już wcześniej słyszałam o nim wiele pozytywnych opinii, które okazałay się jak najbardziej trafne. Pan doktor jest doskonałym endoskopistą i zajmuje się głównie zabiegowym aspektem gastroentereologii, dzięki czemu już na pierwszych zajęciach mieliśmy okazję zobaczyć procedurę leczenia achalazji przełyku metodą POEM (ang.peroral endoscopic miotomy). Polega ona na rozcięciu mięśniówki przełyku z dostępu gastroskopowego, bez konieczności otwirania klatki piersiowej jak w klasycznej miotomii. Inną procedurą, którą mieliśmy okazję oglądać kilkukrotnie b...