Skip to main content

Posts

Showing posts with the label stres

Studencie, wyluzuj! Nie każdy prowadzący jest przeciwko Tobie, czyli kilka przemyśleń.

Każdy kto mnie zna, albo chociażby śledzi tego bloga, wie, że należę do osób niestresujących się. Ma to swoje dobre i złe strony, ale to akurat mało istotne dla tego wpisu, bo nie o mnie on będzie. Środa rano, zajęcia z interny. Tym razem udało mi się na nie dotrzeć, co jest o tyle zabawne, że imprezowałam do 2 w nocy, więc ryzyko zaspania było znacznie większe i bardziej uzasadnione niż w ubiegłym tygodniu :D Poznaliśmy naszego nowego prowadzącego (w zeszłym tygodniu był ktoś na zastępstwie), okazało się, że to bardzo sympatyczny, młody lekarz, specjalizujący się w chorobach wewnętrznych i nefrologii, który w bardzo przystępny sposób potrafi tłumaczyć i ciekawie opowiadać o pacjentach i ich dolegliwościach. Na początek, zebraliśmy wywiad ze starszą panią z zapaleniem płuc, później ją opukaliśmy i osłuchaliśmy, a na zakończenie poszliśmy obejrzeć zdjęcia RTG. Na oddziale, na którym będziemy mieli wszystkie zajęcia z interny w tym semestrze, nie używa się tradycyjnych klisz, tylko p...

Dobre wrażenie, a nadmiar stresu.

Na dzisiejszych zajęciach z anatomii, po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że nie ma to jak sprawiać dobre wrażenie. Nieważne jak bardzo jest się nieprzygotowanym, ważne, żeby brzmieć tak,  jakby się wszystko doskonale wiedziało, pewność w głosie działa cuda :D Miałam opisać kość czołową, całkiem przyjemna, niezbyt trudna, ale w natłoku informacji i tak połowa struktur wypada z pamięci... sulcus, tuber, incisura, margo, arcus, łacina już mnie tak nie irytuje, ale nadal zdarza mi się coś zapomnieć czy pomieszać. Dziś, z pełnym przekonaniem i pewnością w głosie, zabrałam się za opisywanie, "Kość czołowa, czyli os temporale, bla bla bla....". Nikt. Ani jedna osoba nie zareagowała, a ja poszłam dalej z opisem. Dopiero kiedy skończyłam, uświadomiłam sobie, że palnęłam głupotę, przywołując łacińską nazwę kości skroniowej, zamiast czołowej,  no ale skoro nie było żadnej reakcje ze strony grupy, to nawet się nie zatrzymałam (ani ze strony doktora K., ale on nigdy nie popra...

Dokumenty.

Jeszcze nie zaczęłam studiów, a już dostarczyły mi one niemało emocji i stresu. Najpierw oczekiwanie na kolejne listy rankingowe, a gdy już się w końcu udało dostać to następna próba cierpliwości. Wysłałam dokumenty pocztą, innej opcji nie miałam. Dowiedziałam się od przyjętych już wcześniej osób, że uczelnia jak dostaje komplet dokumentów to wysyła maila, że dotarły itd. No to czekam, odświeżam maila, dalej czekam, mija dzień, później kolejny, a do deadline składania dokumentów coraz bliżej. Po 4 dniach napisałam na uczelnię z pytaniem, ale była sobota, więc znów czekanie aż minie weekend. W końcu dzisiaj rano znalazłam w skrzynce mailowej odpowiedź na moje pytanie. Uff, wszystko dotarło, dostałam się na studia : D