Skip to main content

Posts

Showing posts with the label pediatria

Bliżej pacjentów, czyli medycyna rodzinna i grudniowy maraton egzaminów.

Medycyna rodzinna, specjalizacja, która nie bez powodu, kojarzy się głównie z katarkami, przeziębieniami, wpisywaniem leków na nadciśnienie i zwolnień lekarskich. Choć faktycznie, stanowi to lwią cześć praktyki lekarza rodzinnego to jak się okazuje, nierzadko można trafić na dużo bardziej tajemnicze przypadki, których nie powstydził by się serialowy Dr House. Przez te kilka dni zajęć, które spędziliśmy w poradni, poza klasycznymi pacjentami z cukrzycą, bólami kręgosłupa i zapaleniami oskrzeli, mieliśmy okazję badać m.in kobietę, która z niewyjaśnionej przyczyny regularnie zapadała na zapalenie krtani, zawsze w tym samym czasie kiedy pojawiała się u niej menstruacja. Problem ustał gdy kobieta przeszła menopauzę. Inna pacjentka, będąca już po czterdziestce, nagle straciła wszystkie włosy, po czym stopniowo zaczęła tracić słuch. W obu przypadkach koszyk badań lekarza rodzinnego (pula badań, które taki lekarz może zlecić na NFZ) był niewystarczający, ale nawet po licznych konsultacjach spe...

Strażnicy ławek i podpieracze ścian czyli rozczarowujący początek roku i rewelacyjne centrum symulacji.

Szósty rok, w teorii tak bardzo praktyczne zajęcia jak nigdy. W praktyce? Jak na razie głównie rozczarowanie. Gdy zaczynałam studia w 2014r mój rocznik oficjalnie miał iść trybem pięcioletnim, zakończonym szóstym rokiem stażowym. Zamysł był taki, żeby zastępował on staż podyplomowy, umożliwiając skrócenie czasu niezbędnego do uzyskania pełnego prawa wykonywania zawodu z siedmiu do sześciu lat. W związku z tym, cały program studiów został dostosowany do tego, żeby przerobić materiał w pięć lat. Na niektórych uczelniach wiązało się to z tak drastycznymi rozwiązaniami jak skrócenie anatomii do jednego semestru, na innych z obcięciem godzin dydaktycznych w inny sposób. Ten kto śledził odzew środowisk medycznych na wprowadzane zmiany ten pewnie pamięta, że spotkało się to z ogromnym oporem ze strony lekarzy. Do tego stopnia, że jakoś w połowie studiów okazało się, że jednak wszystko będzie po staremu. Na przestrzeni kolejnych lat uczelnie odkręcały część zmian, dla każdego rocznika wyglądał...

Dzieci wszędzie, co to będzie? Czyli pediatria, neonatologia i podróże.

Nie będę ukrywać, że po zeszłorocznym bloku z pediatrii, na którym wynudziłam się za wszystkie czasy, do tegorocznego podchodziłam z dużą niechęcią. Fakt, że zajęcia miały odbywać się między innymi na hematologii i onkologii, na których podobno można trafić na upierdliwych prowadzących także nie pomagał. Do tego dochodzi moja niezbyt duża tolerancja na wrzeszczące i płaczące dzieci, idealny przepis na dramatyczny miesiąc. Na szczęście, okazało się, że zajęcia były zaskakująco dobrze zorganizowane, prowadzący, z którymi ćwiczyliśmy sympatyczni, a dzieci wyjątkowo spokojne. Blok podzielony był na kilka części, w taki sposób, żeby każda podgrupa miała okazję spędzić po kilka dni na: hematologii, onkologii, nefrologii i gastroenterologii. Ja zaczęłam od hematologii, na której zajęcia prowadziły nam dwie sympatyczne lekarki (no dobra, pierwsza była taka w miarę, ale druga naprawdę super).Dostaliśmy nawet książeczki o hemofilii i chorobie von Willebranda, takie dla dzieci i ich rodziców, al...

Mali dorośli, czyli pediatria już za mną.

Pediatria to przedmiot, do którego, nie oszukujmy się, nie spieszyło mi się. Wizja spędzenia miesiąca na oddziale internistycznym pełnym dzieci nie napawała mnie optymizmem, ale na szczęście, już po raz kolejny w tym roku, mogłam się przekonać jak dużo zmieniają zaangażowani asystenci prowadzący zajęcia. Blok ten jest podzielony na dwie części, 8 dni ćwiczeń odbywa się na pododdziale niemowlęcym, a kolejne 8 dni na "dzieciach starszych". Dodatkowo, jedne zajęcia prowadzone są przez pediatrę-kardiologa, a jedne przez neurologa. Moja podgrupa zaczęła od zajęć z maluchami. Nasza prowadząca była bardzo sympatyczną, ale przy tym konkretną, młodą babką, czyli tak jak lubię. Na pierwszych ćwiczeniach przypomniała nam jak prawidłowo zbierać wywiad z rodzicami małych dzieci, podkreślając jakie elementy różnią go od standardowego, internistycznego badania podmiotowego. Później, zabrała nas do sali kilkudniowego noworodka i po rozmowie z jego mamą, wspólnie omówiliśmy kolejność przeprow...

Ostatnia prosta, czyli jeszcze jeden egzamin i wakacje!

Wszystkie zajęcia trzeciego roku już oficjalnie za mną. W poniedziałek byłam odrobić zaległą pediatrię na odddziale noworodków, gdzie trafiłam na bardzo sympatyczną lekarkę, która powiedziała na głos dokładnie to co sama pomyślałam jak tylko weszłam do sali "wcześniaki to takie brzydale, żółte, z nieforemnymi głowami" :D Pobadałam maluszki, ledwo utrzymując się na nogach, bo w sali było strasznie gorąco, a ja miałam na sobie ubranie ochronne, które nie przepuszczało powietrza (nie mogliśmy mieć własnych fartuchów, pewnie chodzi o to, że nosimy je na wszystkich oddziałach, więc moglibyśmy przenieść jakieś zarazki na odział). Zaliczenie z pediatri, tak jak się spodziewałam, zdali wszyscy. Co ciekawe, adiunkt dydaktyczna, która wysyłała nam wyniki, napisała, że to pierwsza taka sytuacja w historii ich Zakładu. Test był bardzo przystępny, zdecydowanie najtrudniejsze było wstanie i dojechanie na niego na 9 rano, bo dzień wcześniej była bardzo fajna impreza w "uczelnianym...

Czerwiec, czyli mówicie, że sesja się zbliża?

5 dni temu zaczęliśmy ostatni miesiąc nauki w tym roku akademickim. Wydawać by się mogło, że oznacza to, nadchodzące wielkimi krokami, długie godziny spędzone nad książkami. Niby tak, ale jednak jakoś to wszystko inaczej teraz wygląda niż w poprzednich latach. Na pierwszym roku była "tylko" anatomia, na drugim praktycznie "tylko" biochemia, a mimo tego aurę stresu i poczuci, że nadszedł czas pilnej nauki, dawało się wyczuć już w maju (i chyba nic się nie zmieniło, bo w moich blogowych statystyka ponownie zagościły już hasła odsyłające w stylu "nic nie umiem z anatomii", "anatomia w miesiąc jak się nauczyć", nieustannie mnie to bawi :P ). Tym razem, choć przed nami zaliczenie z pediatrii i 2, a przed wieloma osobami 3 egzaminy, to atmosfera jest znacznie spokojniejsza. Ładna pogoda, słoneczko, koncerty, imprezy, plaża w weekend, ewentualnie, jak w moim przypadku, praca od piątku do niedzieli (co nie przeszkodziło mi oczywiście w świętowaniu Juwen...

Obrazki, czyli nie taka zła medycyna nuklearna i co słychać na innych zajęciach.

Semestr nadal biegnie leniwie, baaardzo leniwie póki co. Na poniedziałkowej pediatrii było tylko seminarium, więc głównie siedzenie i słuchanie prowadzącej. Jutro idziemy do przedszkola, ciekawa jestem na czym będą polegały te zajęcia, ale co by to nie było, przynajmniej nie będziemy się nudzić. Mam nadzieję, że trafi nam się jakaś spokojna grupa dzieci... Mając nadmiar wolnego czasu po zajęciach, pojechałam do przychodni studenckiej, załatwić przedłużenie książeczki sanepidowskiej, a później do galerii, pochodzić po sklepach w poszukiwaniu sukienki na wesele kuzynki. O dziwo, udało mi się coś znaleźć już za pierwszym podejściem, więc mam to z głowy ze sporym wyprzedzeniem. Jeszcze tylko jakieś buty, bo moje ukochane szpilki są już kompletnie zniszczone po tych wszystkich całonocnych imprezach tanecznych. Wtorkowa dermatologia jak zwykle dość ciekawie poprowadzona, przynajmniej część ćwiczeniowa, bo na seminarium, na którym siedzieliśmy w małej sali, ze zgaszonym światłem, tylko prz...

Studencie, wyluzuj! Nie każdy prowadzący jest przeciwko Tobie, czyli kilka przemyśleń.

Każdy kto mnie zna, albo chociażby śledzi tego bloga, wie, że należę do osób niestresujących się. Ma to swoje dobre i złe strony, ale to akurat mało istotne dla tego wpisu, bo nie o mnie on będzie. Środa rano, zajęcia z interny. Tym razem udało mi się na nie dotrzeć, co jest o tyle zabawne, że imprezowałam do 2 w nocy, więc ryzyko zaspania było znacznie większe i bardziej uzasadnione niż w ubiegłym tygodniu :D Poznaliśmy naszego nowego prowadzącego (w zeszłym tygodniu był ktoś na zastępstwie), okazało się, że to bardzo sympatyczny, młody lekarz, specjalizujący się w chorobach wewnętrznych i nefrologii, który w bardzo przystępny sposób potrafi tłumaczyć i ciekawie opowiadać o pacjentach i ich dolegliwościach. Na początek, zebraliśmy wywiad ze starszą panią z zapaleniem płuc, później ją opukaliśmy i osłuchaliśmy, a na zakończenie poszliśmy obejrzeć zdjęcia RTG. Na oddziale, na którym będziemy mieli wszystkie zajęcia z interny w tym semestrze, nie używa się tradycyjnych klisz, tylko p...

Pediatria i dermatologia, czyli czas na to co lubię najmniej.

Przedwczoraj mieliśmy pierwsze zajęcia z pediatrii, wczoraj z dermatologii, czyli z dwóch najmniej lubianych przeze mnie przedmiotów. Chociaż powinnam raczej napisać "z dwóch przedmiotów, do których jestem najbardziej negatywnie nastawiona", bo dopiero za kilka tygodni będę mogła zweryfikować czy słusznie, czy nie. Pierwsza pediatria była o tyle w porządku, że nie mieliśmy do czynienia z dziećmi. To nie tak, że ja nie mam podejścia do maluchów, wręcz przeciwnie, potrafię się nimi świetnie zająć, czy to podczas wizyty rodziny z dziećmi, czy w ramach akcji IFMSA "Szpital pluszowego misia", na które regularnie chodziłam na pierwszym roku studiów. Rzecz w tym, że ja dzieci po prostu nie lubię. Są pewne przedziały wiekowe, w których uznaję je za znośne, pod warunkiem, że nie muszę przebywać z nimi zbyt długo, ale na tym się kończy moja cierpliwość. Nie mówiąc już o rodzicach, ci bywają jeszcze gorsi, co mogłam zaobserwować w trakcie zeszłorocznych praktyk u mojej pediat...

Najnudniejsze praktyki świata bez narzekania.

Podobnie jak w późniejszej pracy lekarza, tak i w trakcie studiów, nie może być zawsze ciekawie. Z tą myślą rozpoczęłam moje tegoroczne praktyki (postanowiłam wykorzystać 3 tygodniowe ferie i zrealizować 2/3, które trzeba odbyć w poradni lekarza rodzinnego, żeby wydłużyć sobie letnie wakacje. Już i tak są one okrojone przez sesję, trwającą aż do 12 lipca). Co mogę powiedzieć po tych 2 tygodniach? Było dokładnie tak jak się spodziewałam. Dużo zakatarzonych, kaszlących ludzi, z mniej lub bardziej czerwonymi gardłami, 5-10min na pacjenta, przewrażliwieni rodzice, ryczące dzieci, no bajka... Na szczęście, dzięki temu, że chodziłam na praktyki do mojej "osobistej" lekarki, która zna mnie prawie od urodzenia i jest niesamowicie miłą i ciepłą osobą, z ogromną cierpliwością do dzieci [i przede wszystkim rodziców, za co podziwiam najbardziej], całe 2 tygodnie upłynęły w sympatycznej atmosferze. Doktor B. od początku wiedziała, że nie są to dla mnie praktyki marzeń i starała się zaint...