Skip to main content

Posts

Showing posts with the label służba zdrowia

Apolitycznie o polityce, czyli Porozumienie Rezydentów.

Kiedy byłam młodsza, myślałam, że jako dorosła osoba będę, niejako z definicji, zainteresowana polityką. Szybko odkryłam, że ukończenie 18 lat, czy bycie studentem, wcale nie powoduje, że nagle jesteśmy lepiej zorientowani w temacie, co więcej, nadal mam alergię na szeroko rozumianą "politykę" i bzdury, które padają w prawie każdej wypowiedzi naszych polityków, co nie ułatwia sprawy. Lubię jednak być na bieżąco z rzeczami, które mniej lub bardziej, bezpośrednio mnie dotyczą. Dlatego też, już od jakiegoś czasu śledzę działania Porozumienia Rezydentów. Choć sama jestem dopiero na drugim roku studiów i do robienia specjalizacji daleka droga, a poza tym chciałabym zrobić ja za granicą, to uważam, że ich działania są bardzo potrzebne i trzymam kciuki, żeby przyniosły jakieś pozytywne zmiany. To przykre, jak bardzo społeczeństwo opiera swoją opinię i przekonania na temat lekarzy na stereotypach. Sama, choć część mojej trochę dalszej rodziny (bo nikt z rodziców) jest lekarzami...

Praktyki - dzień XIV

Jak pusto na oddziale... W sumie to dobrze dla ludzi, którzy nie muszą przebywać w szpitalu, ale dla mnie oznaczało to nudę. Połowa łóżek wolna, a prawie wszystkie kolonoskopie i gastroskopie są teraz odsyłane na drugi oddział, więc nawet nie ma komu wenflonów zakładać. No to co miałam robić, jak zwykle poszłam na blok :) Na początek laparoskopowa operacja uwięźniętej, nawracającej przepukliny, z wszyciem siatki wzmacniającej powłoki brzuszne, później splenektomia. Jak się okazuje, najbardziej znienawidzony zabieg Szefa. W sumie to trudno się dziwić, śledziona to bardzo kruchy narząd i łatwo o jej uszkodzenie, np. disektorem. Dziś też nie obyło się bez problemów, bo śledziona powiększona, trudny dostęp, problem ze sprzętem i w pewnym momencie krew zaczęła utrudniać widoczność, a do tego okazało się, że narząd jest mocno przymocowany otrzewną do przepony. Skończyło się otwarciem jamy brzusznej i dokończeniem operacji w sposób tradycyjny. Wtedy już poszło szybko, ale wiązanki przekl...

Dobry lekarz.

Dobry lekarz - co to znaczy? Nie wiem, ale mam nadzieję, że kiedyś ktoś będzie mógł tak powiedzieć o mnie. Cała masa ludzi narzeka na lekarzy, moim zdaniem, zdecydowana większość niesłusznie, bo kierują swój żal w zła stronę. To państwo źle funkcjonuje, to Służba Zdrowia i NFZ są źle zarządzane, a lekarze, choć nie mówię, że wszyscy i zawsze dobrze postępują, to rzadko mają na cokolwiek wpływ. Osobiście nie miałam na szczęście zbyt wielu okazji na kontakt z lekarzami, ale ci których spotkałam byli zawsze sympatycznymi ludźmi. Moim ulubionym "gatunkiem" lekarza są faceci (jakoś nie miałam szczęścia trafić na taką kobietę) po 50, mam wrażenie, że w tym wieku można, albo naprawdę lubić to co się robi, albo być zgorzkniałym, niespełnionym człowiekiem. Miałam to szczęście, że dziś po raz kolejny trafiłam na typ pierwszy. Doktor sympatyczny, z poczuciem humoru, który chętnie pogada, a nie traktuje pacjenta jako zło konieczne. Byłam załatwić oświadczenie lekarskie na studia, posie...