Skip to main content

Posts

Showing posts with the label sport

Nauka, nauką, ale świat sam się nie zwiedzi, czyli plany wyjazdowe, mniej i bardziej odległe.

W tym roku moje wpisy głównie podsumowują poszczególne bloki i choć od czasu do czasu zdaję relacje z różnych wydarzeń, to jest tego mniej niż wcześniej. Po części wynika to z faktu, że postanowiłam zrobić sobie przerwę od IFMSA. Na 4-tym roku mamy mnóstwo czasu wolnego, ale po trzech latach intensywnego działania w Stowarzyszeniu, tym razem chciałam spożytkować go na coś innego. Od tego zaczęła się między innymi moja tegoroczna przygoda z Muay Thai, w które szalenie się wkręciłam. Dzięki temu, że nasza uczelniana siłownia została zaopatrzona w worek bokserski, o czym niedawno się dowiedziałam, mogę ćwiczyć nawet wtedy kiedy z jakiś powodów nie mam możliwości dotarcia na trening. To, że po 5 latach przerwy, udało mi się w końcu pokonać lenia i wrócić do sportu w takim wymiarze jak dawniej, nadal nie przestaje mnie zaskakiwać. Kolejną rzeczą, w której miałam okazję wziąć udział w tym roku, było pisanie pracy naukowej. W związku z tym, że uważam, iż większość rzeczy warto choć raz sp...

Diabetologia, czyli pierwszy blok za mną.

Na początek może doprecyzuję tytuł wpisu, ponieważ jest on pewnym uproszczeniem. Moim pierwszym blokiem w tym roku (a tym samym w ogóle na studiach, ponieważ w przeciwieństwie do większości uczelni, u nas żadne zajęcia przed czwartym rokiem nie odbywają sie w taki trybie) są choroby wewnętrzne, powszechnie znane jako "interna". W ramach tego będziemy mieli łącznie 120h zajęć na 4 różnych oddziałach: diabetologii, hipertensjologii, endokrynologii i gastroenterologii. Wczoraj zakończyliśmy 5-dniowy cykl zajęć na diabetologii. Nie byłam do nich zbyt pozytywnie nastawiona z dwóch powodów. Po pierwsze, dojeżdżanie na te zajęcia wiąże się ze wstawaniem o 6 rano, bo szpital leży poza miastem. Po drugie, miałam już [nie]przyjemność przebywać na tym oddziale i choć sporo się wte...

Zabiegany tydzień

Kolokwiów brak, wejściówek tyle co zawsze, a mimo tego trwający tydzień spędzę w biegu. Zaczęło się tak naprawdę od niedzieli, którą spędziłam w biegu - dosłownie. Zostałam wyciągnięta przez D. na bieg mikołajkowy. Strasznie chciała wziąć w nim udział, ale nie uśmiechało jej się jechanie samemu, więc dałam się namówić. Ona dzielnie towarzyszy mi na każdej imprezie, to postanowiłam też coś zrobić :D Bieg był 10km, więc zapisując się, nie byłam przekonana czy w ogóle dam radę, ale na szczęście lata uprawiania sportu nie poszły całkiem na marne. Mimo, że od rozpoczęcia studiów moja aktywność fizyczna pozostawia wieeeele do życzenia to nie jest tak źle z moją wydolnością. Biegło się całkiem w porządku. Dystans pokonany, czas całkiem przyzwoity jak na to, że nie jestem miłośniczką biegania i nie robiłam tego regularnie od 1,5 roku. Do tego pogoda dopisała, chociaż silny wiatr był momentami uciążliwy. Organizatorzy zapewnili świąteczne pierogi z barszczem, a dodatkowo każdy, kto ukończ...