Skip to main content

Posts

Showing posts with the label maruda

Pule i giełdy, czyli droga na skróty czy konieczność?

Kto studiuje medycynę i nigdy nie rozwiązywał testów poprzednich roczników w ramach nauki do kolokwium i egzaminów ten a) kłamie b) nie ma znajomych ani dostępu do internetu c) jest leniem b) jest geniuszem z masą wolnego czasu. Osobiście nie cierpię tej formy nauki i gdybym tylko mogła, nie rozwiązywałabym żadnych pul/giełd, tylko czy to w ogóle możliwe? Zapewne tak, ale wymaga ogromnej ilości czasu, samozaparcia i nieograniczonych zasobów pamięci. Dlaczego? Jest kilka powodów. Przede wszystkim, mnóstwo Katedr i Zakładów nie ma jasno określonych wymagań, ani jeśli chodzi o zagadnienia obowiązujące na kolokwia, ani o książki, z których należy się uczyć. Najlepszym przykładem jest na naszej uczelni patomorfologia. Istnieje jakaś tam rozpiska, w której hasłowo podane są preparaty i jednostki chorobowe, ale gdyby ktoś nauczył się według niej na kolokwium to miałby bardzo niewielkie szanse na zdanie go. No to może spójrzmy na wykaz książek? Taaaak, tu jest jeszcze lepiej. Z informacji wyn...

Slajd nr 8730182380, czyli ostatnie dni przed egzaminem.

Od 3 tygodni, z przerwą na imprezę urodzinową, jej odsypianie i kilka odcinków seriali, moje życie ogranicza się głównie do siedzenia przed komputerem i czytania miliona slajdów/stron książki. Najpierw, przez 2 tygodnie romansowałam z Harperem, a teraz od kilku dni próbuję nauczyć się na egzamin z fizjologii. Jest to na pewno przyjemniejsze, bo choć przez cały rok uczyłam się tego przedmiotu dużo mniej niż biochemii, to są to rzeczy znacznie ciekawsze, a do tego mam "podparcie" w postaci wiedzy z biologii w liceum, histologii, anatomii czy biochemii. Istnieją oczywiście zagadnienia, które muszę na nowo wykuć, co zresztą skrzętnie odkładam "na później" (egzamin za 3 dni xD), ale czytanie o hormonach tarczycy, czy funkcjonowaniu nerek jest znacznie ciekawsze, niż uczenie się wszystkich enzymów B-oksydacji i cyklu pentozofosforanowego, koenzymów, kofaktorów i inhibitorów łańcucha oddechowego, oraz innych, zapewne niezmiernie przydatnych szczegółów z biochemii. Niest...

Czy oni poszaleli z tą nauką?! Co ja, medycynę studiuję? :P

Nowy semestr trwa od niecałych 2 tygodni, a ja już teraz, bez wahania, mogę powiedzieć jedno, skończyły się dobre czasy lenistwa. Codziennie odcinek serialu, impreza co czwartek, a czasem i w piątek? Nie w tym semestrze. Ostatnie 1,5 roku mieliśmy naprawdę sympatyczny plan zajęć i niewiele nauki. Anatomia na pierwszym roku? Jasne, wiedzy mnóstwo, ale prowadzący wymagał jej tylko na kolokwiach, więc zajęcia były bezstresowe. Histologia? Niby co tydzień wejściówka, ale mi wystarczało przeczytanie Zabla i uważanie w trakcie seminariów. Do tego trochę szczęścia na kolokwiach i nawet na zwolnienie z egzaminu udało się załapać, rzutem na taśmę, ale zawsze. O pozostałych przedmiotach nie ma nawet co wspominać, bo wymagały symbolicznej ilości nauki. Idąc na drugi rok spodziewałam się, że nie będzie już tak kolorowo, ale szybko się okazało, że asystent z fizjologii trafił się tak samo niewymagający jak z anatomii, na patomorfologii są sami cudowni prowadzący (chociaż z tego przedmiotu aż żal s...

Długie dwa tygodnie.

Ufff, najgorsza część stycznia za mną. Co prawda nie zaczynam jeszcze ferii, bo we wtorek czeka mnie zaliczenie semestru z immunologii, ale perspektywa 3 tygodni bez biochemii wystarcza mi do pełni szczęścia. Idąc na medycynę, jak pewnie każdy, zdawałam sobie sprawę, że czekają mnie długie godziny nauki, ale jak wiadomo, teoria i praktyka to dwie zupełnie różne rzeczy. Jasne, bywa naprawdę dużo nauki, ale to nie znaczy, że siedzimy codziennie po 5h w książkach (chociaż na pewno znajdą się i tacy ambitni). Poza tym, bez względu na to jak wiele godzin spędzi się nad książkami, jakie ilości wiedzy się pochłonie i ile człowiek przy tym narzeka, to gdy sesja się kończy, o wszystkim się zapomina i cieszy wakacjami. Później przychodzi nowy rok, nowe kolokwia i egzaminy, a zaskoczenie "o matko, ile nauki" równie wielkie jak poprzednio... Dodatkowo, tym roku pierwszy semestr wyjątkowo nas wszystkich rozleniwił. 4 dniowy weekend robi swoje, a jak do tego jedyne sprawdzenie wie...

Ostatnie 15 dni.

Zajęcia się skończyły, teraz już "tylko" egzamin i wakacje. Zostało mi równo 15 dni do egzaminu teoretycznego z anatomii (a do praktycznego jeszcze mniej...). Z jednej strony całkiem dużo, z drugie przerażająco mało, a co gorsza motywacji do nauki jeszcze mniej. Jak zawsze gdy nie mam "noża na gardle" nie wychodzi mi siedzenie przy książkach. Niby wiem, że test będzie trudny, że ok. połowa osób go nie zda, że mam tyle planów na wakacje, że poprawki we wrześniu nie są wskazane, a mimo tego ostatnie dni walki LEŃ:NAUKA można podsumować 3:1... Cały czas czekam na magiczny przypływ motywacji i zapału, miejmy nadzieję, że przyjdzie niedługo, bo do Scapuli mogłam sobie pozwolić na zabawę pod tytułem "cała anatomia w 4 dni", ale do egzaminu to nie najrozsądniejszy pomysł. Zrobiłam sobie listę zagadnień do opanowania, wyszło mi 18. Część jest taka, że 3 godziny wystarczą, ale części w 1 dzień raczej nie ogarnę. Najbardziej demotywujące w tym wszystkim jest to, ż...

Indeksy? Tylko elektroniczne! A po wpisy i tak trzeba biegać.

Dzisiaj od rana szybka powtórka anatomii, później biologia molekularna po raz ostatni i znów szybka powtórka z anatomii, kolokwium po raz pierwszy pisemne, pytania choć nie były tak bardzo fajne jak dostał przedtermin (dla niektórych może były, ale ja ze wszystkich trójkątów szyi zdecydowanie najmniej lubiłam boczne, o które zostaliśmy zapytani). Mimo tego szybko skończyłam pisać, stwierdziłam, że mi zaraz ręka odpadnie, tak odwykłam od długich wypowiedzi pisemnych i oddałam kartkę choć był jeszcze czas. Doktor K. stwierdził, że pięknie i postawił 5, miłe zakończenie dnia, nie narzekam :D Po anatomii pojechałam załatwić wpisy dla mojej grupy, bo choć uczelnia idzie z duchem czasu i wprowadziła e-dziekanat i e-indeksy to oczywiście nic w nich nie ma, a starości i tak musza biegać od Katedry do Katedry i od Zakładu do Zakładu po wpisy. Mógłby każdy sam to załatwiać, ale to byłby bałagan i zamieszanie, to już wolę wziąć cały plik i się przejść, zwłaszcza, że mam czas, bo dalsza nauka do...

Za mało snu? Źle. Za dużo? Jeszcze gorzej.

Wczoraj, pierwszy raz od wieków, porządnie się wyspałam. Wstałam o 13, po 9h snu, cudownie. Później miałam tylko odrabianie grudniowej i styczniowej historii medycyny, które minęło całkiem szybko, bo oglądaliśmy w miarę fajny film. Poza tym miałam ze sobą komputer i w nudnych momentach czytałam fanfiction :) No, ale wracając do snu. Można by pomyśleć, że po taki wyspaniu będę miała mnóstwo energii, a gdzie tam. Gdy wieczorem usiadłam do anatomii, zaczęłam jak zawsze przysypiać, udało mi się pokonać senność, bez zapadania w drzemkę. W końcu zrobiła się północ, więc postanowiłam iść spać, bo dziś zajęcia na 8:30, a jeszcze dojazd, więc wstać trzeba było wcześnie, no a moje pobudki na tę godzinę na ogół są bardzo ciężkie i nierzadko zakończone niepowodzeniem. Szybko się ogarnęłam i położyłam do łóżka. No i leżę, i leżę, i leżę. Minęła godzina, półtorej, nic... W końcu się wkurzyłam i wstałam, pogadałam ze współlokatorką, sąsiadami, po czym podejście do spania numer 2. Zrobiła się godzina...

Pierwsze próby nauki... i moja nieogarnięta uczelnia.

4,5 miesiąca wakacji odmóżdża... Moja pierwsza próba powrotu do trybu nauki kończy się właśnie niepowodzeniem. Jutro drugie ćwiczenia z anatomii, więc w teorii powinnam być do nich przygotowana. W praktyce umiem niewiele, choć naprawdę starałam się zabrać za czytanie i powtarzanie... Nawet jakieś notatki zaczęłam robić, w czytelni posiedziałam! Niestety wszystko na nic, mój mózg nie chce przyswajać wiedzy. Rozkręcę się, nie mam innego wyjścia, ale tak jak się spodziewałam, będzie to niełatwe. Od piątku do anatomii dojdzie mi histologia, więc muszę rozkręcać się szybko. Dzisiejszy dzień był... wkurzający. Mogłam na własnej skórze przekonać się, że opinie o nieogarnięciu mojej uczelni są jak najbardziej prawdziwe. Miałam pierwsze ćwiczenia z biofizyki, które były bardzo fajne, facet jest o niebo lepszy od kobiety, która prowadziła wykład (tak, ten, na którym umierałam z nudów jak wszyscy inni). Zajęcia skończyłam o 11:15 i musiałam jechać przez całe miasto na kolejne, tyko po to, żeby d...

Może by tak już koniec września?

Longest holidays in your life they said... It will be fun they said... Dziś mało optymistycznie, bo pojawiły się kolejne listy rankingowe. Szanowna komisja rekrutacyjna z Łodzi chyba w końcu przejrzała na oczy i zrozumiała, że łatwiej opublikować listę niż odpisywać każdemu indywidualnie na maile z pytaniem "Jakie mam miejsce na liście?", brawo, lepiej późno niż wcale. Jednak nienajlepszy nastrój nie z tego wynika, uświadomiłam sobie jak duży błąd zrobiłam składając tam tylko na lek, a na woj-lek już nie. Na ten drugi weszłybym już z dzisiejszej listy. Na pierwszy szanse bliskie 0, nawet pod koniec września. Nie zależy mi by tam się dostać, za to "gdziekolwiek" byłoby wskazane... A tak może się okazać, że na 2 pozostałe uczelnie zabraknie mi 1pkt lub mniej, a na jedyną, na kt...

Wyrwać się z miasta.

Dziś zacznę od narzekania. Komunikacja miejska zawsze jest ku temu dobrym powodem, ale ostatnimi czasy, w moim mieście postanowili chyba jeszcze zwiększyć pasażerom dyskomfort podróży i utrudnić życie... Wprowadzone zostało cudo zwane kartą aglomeracyjną. Sam pomysł nie jest zły, założenie było takie żeby można było jeździć taniej, korzystając z funkcjonującego już od dawna, m.in. w Londynie, systemu "pay and go", czyli płacimy tylko za tyle przystanków ile przejdziemy. Plan fajny, stawki chyba nawet korzystne, no ale... Organizacja wprowadzania zmian beznadziejna... czytniki nie działają, serwery strony, na której można sprawdzić stan dostępnych środków i je doładować, wiecznie przeciążone, a w punktach stacjonarnych ogromne kolejki. Tak więc w ramach nowego systemu, sprzyjające...