Skip to main content

Posts

Showing posts with the label Kurs szycia chirurgicznego

Kolejne "-logie" i pierwsza transplantacja, czyli dwa miesiące w skrócie.

Wydawało mi się, że dopiero co dodawałam wpis, a tu się okazuje, że już dwa miesiące od tego czasu minęły. Blok z nefrologii udało mi się zaliczyć za pierwszym podejściem. Generalnie, w mojej połowie grupy poszło całkiem, całkiem, bo proporcje się odwróciły i tylko cztery osoby musiały poprawiać, a aż osiem zdało. Kolejnym blokiem była farmakologia kliniczna, o której mogę powiedzieć tyle,że była przeraźliwie nudno prowadzona (poza jednymi zajęciami z profesor B.) i niezbyt wymagająca. Jasne, trzeba było zrobić sobie powtórkę z zeszłego roku, żeby zdać zaliczenie, ale był to ułamek nauki na egzamin. Teoretycznie dwie osoby powinny były oblać, ale miła pani profesor postanowiła przymknąć oko na brakujący punkt i tym samym cała grupa mogła skupić się na kolejnym przedmiocie - ginekologii. W trakcie tygodnia farmakologii, jako że zajęcia trwały tylko 2h15, mieliśmy jeszcze rozpisany po nich fakultet z radiologii interwencyjnej. Podobnie jak w ubiegłym roku, był on ciekawie poprowadzony pr...

Studencie, wyluzuj! Nie każdy prowadzący jest przeciwko Tobie, czyli kilka przemyśleń.

Każdy kto mnie zna, albo chociażby śledzi tego bloga, wie, że należę do osób niestresujących się. Ma to swoje dobre i złe strony, ale to akurat mało istotne dla tego wpisu, bo nie o mnie on będzie. Środa rano, zajęcia z interny. Tym razem udało mi się na nie dotrzeć, co jest o tyle zabawne, że imprezowałam do 2 w nocy, więc ryzyko zaspania było znacznie większe i bardziej uzasadnione niż w ubiegłym tygodniu :D Poznaliśmy naszego nowego prowadzącego (w zeszłym tygodniu był ktoś na zastępstwie), okazało się, że to bardzo sympatyczny, młody lekarz, specjalizujący się w chorobach wewnętrznych i nefrologii, który w bardzo przystępny sposób potrafi tłumaczyć i ciekawie opowiadać o pacjentach i ich dolegliwościach. Na początek, zebraliśmy wywiad ze starszą panią z zapaleniem płuc, później ją opukaliśmy i osłuchaliśmy, a na zakończenie poszliśmy obejrzeć zdjęcia RTG. Na oddziale, na którym będziemy mieli wszystkie zajęcia z interny w tym semestrze, nie używa się tradycyjnych klisz, tylko p...

Praktyki na SOR - dzień 3, czyli kolejna asysta i pierwsze szwy!

Planowałam pojechać dzisiaj do szpitala późniejszym pociągiem i dłużej pospać, ale... zapomniałam i wstałam tak jak wczoraj xD W efekcie, po pobudce o 5:30, o 7:30 byłam na SORze. Z samego rana przyszło sporo pacjentów, więc wykonałam kilka EKG i pomierzyłam ciśnienia ("ręcznie", bo rękaw od automatu jest za mały na tych, delikatnie mówiąc, masywnych pacjentów i się rozpina, powodując, że maszyna wariuje). Po niecałej godzinie zrobiło się pusto, nie zdążyłam nawet otworzyć ust, żeby się odezwać do mijającej mnie oddziałowej, bo jak tylko mnie zobaczyła, rzuciła "to co, lecisz na blok?", oczywiście nie trzeba mnie było dwa razy pytać :D Na jednej z sal właśnie przygotowywano pacjentkę do zabiegu. Zaplanowane na dzisiaj były tylko dwa, w tym jedna przepuklina, więc spodziewałam się, że tym razem długo na bloku nie pobawię. Stanęłam jak zawsze z boku, żeby nikomu nie zawadzać i przyglądałam się jak anestezjolog usypia pacjentkę, a następnie chirurdzy przygotowują pole...

O wyjazdach i o tym jak studia czasami ograniczają...

Dzisiaj rano wróciłam z rewelacyjnych warsztatów IFMSA, które odbywały się na drugim końcu Polski, ale zdecydowanie były warte tych długich godzin podróży. Zarówno część edukacyjna jak i integracyjna. Czasami, gdy opowiadam o wyjazdach z ramienia naszego Stowarzyszenia, niektórzy mogą odnieść wrażenie, że to nic innego jak kosztowniejsza wersja imprezowego weekendu, ale to wcale tak nie jest. Jasne, już pierwszej nocy bawiliśmy się do rana, ale to nie znaczy, że w sobotę odsypialiśmy do 12. Wręcz przeciwnie, o 7:30 byliśmy na śniadaniu, a o 8:30 szliśmy na warsztaty, które z przerwą obiadową, trwały aż do 18. Część organizacyjna, na której omawialiśmy bieżące i przyszłe projekty naszego programu, była prowadzona przez członków naszej organizacji, ale większą część dnia spędziliśmy na zajęciach prowadzonych przez osoby z zewnątrz. Dowiedziałam się wielu nowych rzeczy, z pogranicza medycyny i prawa, a przy tym, ani przez moment nie czułam znudzenia czy zmęczenia, mimo nieprzespanej nocy....

Plusy, plusiki i koło chirurgiczne.

Gimnazjum i liceum już za mną, a era plusików najwyraźniej jeszcze nie minęła xD Złapałam już dwa w tym tygodniu. Zaczęło się na immunach. Byliśmy już po wyjściówce, wszyscy gotowi do wyjścia, a prowadząca stwierdziła, że jeszcze szybko mamy przeprowadzić doświadczenie. Nawet nie pamiętam o co chodziło, ale roztwór miał się odbarwić po 2-3min ogrzewania probówki w rękach. Studenci znudzeni, część w ogóle nie podjęła próby zrobienia czegokolwiek, reszta siedzi i pociera probówkę w dłoniach. W końcu prowadząca stwierdziła błagalnym głosem, że "no niech chociaż komuś wyjdzie, to dam plusa do wyjściówki", kolejne 2min i nadal nic. W końcu powiedziała, że można trochę pokombinować z odczynnikami. No to dodałam solidną porcję tego, co wydawało mi się logicznie uzasadnione i płyn pięknie się odbarwił :P Druga sytuacja miała miejsce na biochemii. Robiliśmy doświadczenie, w którym na podstawie wyników z 5 probówek mieliśmy zrobić wykres i odczytać wyniki pozostałych 2. Roztwory p...

Nasza Katedra Anatomii jest bardziej zmienna niż najbardziej stereotypowa kobieta.

Znów dawno mnie tu nie było, więc wpis będzie długi. Na początek wyjaśnienie tytułu, otóż najpierw przedterminu miałam nie mieć, po czym jednak nastąpiła zmiana i miałam mieć, a teraz znów wracamy do stanu, że go nie mam. Całe zamieszanie wynikło z tego, że kierownik Katedry na początku roku wymyślił 3 "drogi" zdobycia przedterminu. W poprzednich latach można było się na niego dostać, tylko będąc w pierwszej dwudziestce na uczelnianym etapie Scapuli. Tym razem Pan Docent postanowił, że oprócz tego każdy asystent będzie mógł wybrać jedną osobę ze swojej grupy, a poza tym będą testy semestralne dla chętnych, z których również kilka osób z najlepszymi wynikami będzie miało to szczęście. Minął pierwszy semestr, połowa kolejnego, a żadnego testu nie było, no cóż.... Za to jak zwykle na początku maja odbyła się uczelniana Scapula, do której podeszłam, tak jak już tu pisałam, z czystej ciekawości i bez jakiegokolwiek porządnego przygotowania. W związku z tym, z wyniku byłam napraw...