Skip to main content

Posts

Showing posts with the label poprawka

Nowy rok, stara ja, czyli sesja jak zawsze zaskoczyła studentów :P

Powinnam siedzieć i uczyć się do sesji i kolokwiów, więc naturalnie to najlepszy moment na nowy wpis. Trochę mnie nie było, bo i zajęć za bardzo nie mieliśmy, najpierw święta, później sylwester, po nim nauka do kolokwium z patomorfologii, poprzeplatana próbami nauki do egzaminu z tego samego przedmiotu i tak jakoś zleciały te pierwsze 3 tygodnie stycznia. Choć do końca miesiąca zostało jeszcze trochę czasu, to mogę się już pokusić o małe podsumowanie. Dziś mieliśmy ostatnie zajęcia (z czterech) w klinice endokrynologii i chorób wewnętrznych. Spośród wszystkich oddziałów, w których mieliśmy dotychczas internę, na tym podobało mi się zdecydowanie najbardziej. Prowadząca, nie dość, że bardzo sympatyczna, to do tego było widać, że ma naprawdę bardzo dużą wiedzę w swojej dziedzinie. Dodatkowo trafili nam się znacznie ciekawsi pacjenci niż na poprzednich oddziałach. Podczas jednych z zajęć zbieraliśmy wywiad od pacjentki, u której w trakcie ciąży wykryto guza nadnerczy. Co ciekawe, wcześni...

Wakacji ciąg dalszy, czyli poprawka zdana!

No i po raz kolejny się udało :) W środę, po 2 tygodniach intensywnej nauki (spędziłam nad tym naprawdę sporo czasu jak na mnie*, ale zabrałam się za to dużo później niż wszyscy moi znajomi, więc nie bardzo miałam wyjście) podeszłam do poprawki z biochemii. Składała się ona z 9 pytań otwartych. Powiedziałabym, że ich poziom trudności był mieszany, były takie, w których odpowiedź była oczywista, ale niestety pojawiły się także takie, w których trudno było odgadnąć jakiego rodzaju odpowiedzi oczekuje autor pytania. Do zdania trzeba było zdobyć 5 punktów. Po napisaniu egzaminu miałam dość neutralne odczucia, ani optymistyczne, ani pesymistyczne, ponieważ z jednej strony odpowiedziałam na wszystkie pytania, ale z drugiej, na część z nich było to bardziej zgadywanie o co może chodzić i wymyślanie nowych biochemicznych teorii :P Zostaliśmy poinformowani, że wyniki będą możliwe do odebrania dopiero w piątek, więc wykorzystałam te 2 dni na spędzanie czasu ze znajomymi i jednodniowy, a raczej j...

Wrzesień coraz bliżej, czyli czas pogodzić się z Harperem.

Wakacje, a przynajmniej ich najprzyjemniejsza część, już za mną. Choć nowy rok akademicki rozpoczynamy dopiero 3 października (pierwszy raz nie we wrześniu, wow, wow!), to dla mnie niestety już teraz nastał czas nauki. W niedzielę wieczorem wróciłam z obozu konnego, który jak co roku był rewelacyjny i gdybym tylko mogła, zostałabym na nim dłużej, a już w poniedziałek zabrałam się za moją "ulubioną" lekturę - Harpera. Większość moich znajomych, którzy także mają poprawkę, siedzi nad powtórkami już od początku sierpnia... Mam nadzieję, że ograniczona ilość czas spowoduje, że lepiej się zmotywuję, bo doskonale wiem, że gdybym zabrała się za to wcześniej to efektywność takiej nauki byłaby u mnie bliska zeru. Teraz mam równo 2 tygodnie, z jednej strony to wcale nie tak dużo, w końcu mówimy o biochemii, ale z drugiej, ja ten materiał przerabiałam już jakieś 3 raz... Drugi termin egzaminu ma formę pytań esejowych, więc i tak ogromne znaczenie będzie miała przychylność sprawdzających...

Biochemii jeszcze nie koniec, czyli wrzesień też jest dla ludzi.

Egzamin z biochemii, zgodnie z przewidywaniami, był beznadziejny. Milion pytań o detale, o LEKI (rzecz, której nikt przez cały rok nie wymagał...), dużo pytań o materiał z ćwiczeń, podczas gdy w poprzednich latach ograniczało się to do góra dwóch i to tylko na zasadzie "do wykrycia X służy próba...", a do tego próg zaliczenia, w przeciwieństwie do poprzednich lat, nie drgną nawet o pół punktu, był aż o 8 wyższy niż w ubiegłym roku. Generalnie, straszna loteria i niestety tym razem zabrakło mi szczęścia. Zresztą ono nigdy nie szło w parze z tym przedmiotem. W wrześniu na szczęście są pytania opisowe, a nie test, a trzeci termin jest w ogóle ustny u Szefa, więc coś zdecydowanie bardziej w moim stylu. Mimo tego mam nadzieję, że na dwóch podejściach się skończy ;) Wyniki całego roku, choć nie są znane dokładne statystki, to oscylują w granicach 50% zdawalności, więc szału nie ma. Po "dopytce", którą mają osoby, będące na granicy progu zaliczenia, statystki się pewni...