Skip to main content

Posts

Showing posts with the label IFMSA

Hakuna Truvada czyli choroby zakaźne.

Oj, narobiłam sobie trochę zaległości w pisaniu, dlatego dla porządku, rozbiję wpis na dwa krótsze. Pierwszy zaczęłam pisać już jakiś czas temu, ale najpierw była nauka do egzaminu z chorób zakaźnych, później intensywna majówka, a po niej równie intensywna nauka do egzaminu z farmakologii i jakoś tak nie udało mi się go dokończyć. Cofając się więc o 2 miesiące, na początku kwietnia, zakończyłam blok z farmakologii. Pisałam o nim przy okazji innych wpisów, więc teraz nie będę się za bardzo rozwodzić. Cały miesiąc zajęć na godz.13, miał teoretycznie sprawić, że będę chodzić wyspana, ale po prostu kładłam się spać adekwatnie później i na jedno wyszło. Pozytyw był taki, że na zajęcia miałam niecałe 10min spacerem, więc przynajmniej nie traciłam czasu na dojazdy, ale już same spotkania były stratą czasu. Przeczytać seminarki mogę równie dobrze leżąc w łóżku, nie potrzebuję lektora w postaci prowadzącej, a poza kilkoma zajęciami mniej więcej tak to wyglądało. Wszystkie kolokwi...

Upał, plaże i pływanie z rekinami, czyli ostatni tydzień w Meksyku.

Wakacje w ciągłym biegu? W tym roku zdecydowanie tak. Ledwo wróciłam z Meksyku, a już leciałam do mojego kochanego, studenckiego miasta, żeby zająć się "incomingsami" z różnych krajów, którzy robią u nas praktyki. Jak w przyszłym tygodniu wróce do domu to też nie będzie lepiej, będę miała tylko jeden dzień na zrobienie prania i przepakowanie się przed wyjazdem na konie. Przenosząc się jeszcze na chwilę do bajecznego Meksyku, zostam mi do opisania ostatni tydzień naszej przygody. Na początek naszego ostatniego wieczoru w Tuxtli, poszliśmy na obiad do restauracji Las Pichanchas. To rewelacyjne miejsce, w którym, poza pysznym jedzeniem i jeszcze pyszniejsmy drinkiem, zwanym "Pumpo" można posłuchać tradycyjnej meksykańskiej muzyki, granej oczywiście na marimbach, oraz obejrzeć pokazy taneczne w ludowych strojach z Chiapas. Zdjęcie ze strony tripadvisore, z braku własnych ;) Po posiłku, przenieśliśmy się do pubu, w którym, popijając lokalne piwo, tańczyliśm...

Neurochirurgia, podróże i zdjęcia, czyli meksykańskiej przygody ciąg dalszy.

Trudno uwierzyć jak szybko mogą upłynąć 3 tygodnie. Do końca mojej meksykańskiej podróży zostało już tylko 7 dni. W tygodniu dalej chodzimy na oddział i blok operacyjny, i choć nadal budzimy duże zainteresowanie, to ludzie powoli się do nas przyzwyczajają. Coraz więcej osób przełamuje się także, żeby choć spróbować porozmawiać z nami po angielsku. Myślę, że gdybyśmy pobyły tam dłużej, to okazało by się, że całkiem sporo osób zna przynajmniej podstawy tego języka. Poznałyśmy dwóch zabawnych rezydentów z traumatologii, którzy mimo naprawdę kiepskiego poziomu angielskiego, przegadali z M. sporą część wieczoru, który spędzałyśmy w szpitalu w ramach nocnej zmiany. Ja, przyznaję, mam znacznie mniej cierpliwości do rozmów z osobami, do których muszę mówić pojedynczymi, prostymi słowami (i nadal okazuje się, że nie rozumieją). Trafiają się też osoby, zwłaszcza pielęgniarki na bloku i panie w stołówce, które na wieść, że nie mówimy po hiszpańsku, zaczynają... mówić to samo, tylko wolniej. Oczy...

Czerwiec, czyli mówicie, że sesja się zbliża?

5 dni temu zaczęliśmy ostatni miesiąc nauki w tym roku akademickim. Wydawać by się mogło, że oznacza to, nadchodzące wielkimi krokami, długie godziny spędzone nad książkami. Niby tak, ale jednak jakoś to wszystko inaczej teraz wygląda niż w poprzednich latach. Na pierwszym roku była "tylko" anatomia, na drugim praktycznie "tylko" biochemia, a mimo tego aurę stresu i poczuci, że nadszedł czas pilnej nauki, dawało się wyczuć już w maju (i chyba nic się nie zmieniło, bo w moich blogowych statystyka ponownie zagościły już hasła odsyłające w stylu "nic nie umiem z anatomii", "anatomia w miesiąc jak się nauczyć", nieustannie mnie to bawi :P ). Tym razem, choć przed nami zaliczenie z pediatrii i 2, a przed wieloma osobami 3 egzaminy, to atmosfera jest znacznie spokojniejsza. Ładna pogoda, słoneczko, koncerty, imprezy, plaża w weekend, ewentualnie, jak w moim przypadku, praca od piątku do niedzieli (co nie przeszkodziło mi oczywiście w świętowaniu Juwen...

Biopsja i wkłucie centralne, czyli na internie też może być ciekawie.

Interna, a dokładniej "choroby wewnętrzne" to strasznie obszerna dziedzina medycyny. Już same nazwy oddziałów, na których miałam okazję mieć w tym roku zajęcia z tego przedmiotu, świetnie to obrazują. W pierwszym semestrze przewinęliśmy się przez 3 różne "interny": diabetologię, hipertensjologię i endokrynologię. Wszystkie te odziały miały w swoich nazwach "choroby wewnętrzne" i choć specyfika chorób, z którymi pacjenci tam trafiali, była różna, to same zajęcia, o czym pisałam już kiedyś, były dość monotonne i wszystkie wyglądały bardzo podobnie. Musieliśmy nauczyć się podstawowego badania podmiotowego i przedmiotowego, czyli zbierania wywiadu, opukiwania, osłuchiwania i przez cały semestr właśnie na tym się skupialiśmy. W tej części roku akademickiego, trafiliśmy na oddział nefrologiczny, gdzie najprawdopodobniej zajęcia niewiele by się różniły od tych wcześniejszych, gdyby nie to, że trafiliśmy na wspaniałego prowadzącego. Każdy kto mnie zna, wie, że rz...

Laparoskopy, farmakologia, majówka, czyli trochę obowiązków i dużo rozrywki.

Już od jakiegoś czasu chodzą za mną 2 pomysły na wpis, ale ostatecznie postanowiłam zostawić je na później, a teraz napisać o rzeczach bieżących, bo już jakiś czas mnie tu nie było. Kolokwium z farmakologii, o którym pisałam w poprzednim wpisie, poszło mi adekwatnie do stanu wiedzy, a więc go nie zdałam. Jutro czeka mnie jego poprawa, której najprawdopodobniej też nie zdam, bo zamiast spędzić majówkę na nauce, ja balowałam na krakowskim weselu, a później cały weekend spędziłam na warsztatach laparoskopowych. Pewnie mogłam z nich zrezygnować, ale wybierałam się na nie bezskutecznie już od 2 lat, więc tym razem stwierdziłam, że nie odpuszczę. Zwłaszcza, że  lekarze, aby wziąć nich udział w ramach kursu specjalizacyjnego, muszą zapłacić kilkaset złotych, a my jako studenci mamy wejście za darmo. Już po powrocie z pierwszego dnia, z pełnym przekonaniem mogłam powiedzieć, że nie żałuję. Farmakologia nie ucieknie, a warsztaty były rewelacyjne. Nie przeszkadzała mi, ani pobudka o 7 rano,...

Konferencje, kolokwia i kosiarki, czyli kwiecień w trzech słowach.

Gdy zamiast przez budzik o 8:30, zostajesz obudzona prawie godzinę wcześniej, przez buczące pod twoim oknem kosiarki, wiedz, że naprawdę przyszła wiosna. Jak można być tak bardzo pozbawionym serca i zaczynać hałasować w poniedziałek, o tak nieludzkiej godzinie, w dodatku pod oknami budynku pełnego studentów... Tak czy inaczej, właśnie w ten sposob rozpoczęłam dzisiejszy dzień. Chciałam wstać na Elementy Profesjonalizmu, ale obudzona przez kosiarki stwierdziłam, że budzik mogę wyłączyć, bo i tak już nie zasnę. Oczywiście nic bardziej mylnego :P Na swoje usprawiedliwienie dodam, że ostatnie 2 weekendy miałam naprawdę intensywne. W zeszłym tygodniu spędziłam 3 dni w Białymstoku na Zgromadzeniu Delegatów IFMSA, gdzie jak zawsze, w walce sen kontra imprezy, wygrała dobra zabawa, a po powrocie jak padłam, to odsypiałam do wtorku włącznie xD Ostatni weekend spędziłam dużo bardziej naukowo, bo wybrałam się do Warszawy na konferencję "III Weekend z Ginekologią - Sekrety Chirurgii"...

Nowy rok, stara ja, czyli sesja jak zawsze zaskoczyła studentów :P

Powinnam siedzieć i uczyć się do sesji i kolokwiów, więc naturalnie to najlepszy moment na nowy wpis. Trochę mnie nie było, bo i zajęć za bardzo nie mieliśmy, najpierw święta, później sylwester, po nim nauka do kolokwium z patomorfologii, poprzeplatana próbami nauki do egzaminu z tego samego przedmiotu i tak jakoś zleciały te pierwsze 3 tygodnie stycznia. Choć do końca miesiąca zostało jeszcze trochę czasu, to mogę się już pokusić o małe podsumowanie. Dziś mieliśmy ostatnie zajęcia (z czterech) w klinice endokrynologii i chorób wewnętrznych. Spośród wszystkich oddziałów, w których mieliśmy dotychczas internę, na tym podobało mi się zdecydowanie najbardziej. Prowadząca, nie dość, że bardzo sympatyczna, to do tego było widać, że ma naprawdę bardzo dużą wiedzę w swojej dziedzinie. Dodatkowo trafili nam się znacznie ciekawsi pacjenci niż na poprzednich oddziałach. Podczas jednych z zajęć zbieraliśmy wywiad od pacjentki, u której w trakcie ciąży wykryto guza nadnerczy. Co ciekawe, wcześni...

Niczego was tam nie nauczyli, czyli zmiana oddziału.

Wczoraj, po 8 zajęciach na oddziale hipertensjologii, zaczęliśmy cykl zajęć na diabetologii. Wszystkie te zajęcia odbywają się w ramach interny. Mimo, że mieliśmy już 2 zaliczenia testowe i 1 praktyczne przy łóżku pacjenta, co było pierwszym komentarzem na nowym oddziale? Oczywiście, "No tak, niczego was tam nie nauczyli."... Podobno to nic nowego i tego typu teksty słyszy się regularnie. Na internie uczą nas oceny ekg, po czym na kardiologii okazuje się, że to wcale nie tak, na internie pokazują badanie przedmiotowe brzucha, chirurdzy komentują, że kto wam takie rzeczy pokazywał i tak w kółko. I bądź tu mądry. Choć akurat w przypadku badania płuc, rzeczywiście zaczęło nam iść znacznie lepiej po tym jak profesor na diabetologii poprawiła naszą technikę. Dodatkowo, byli po prostu pacjenci z bardziej podręcznikowymi objawami. Pani z płynem w jamie opłucnowej, z wyraźnie zniesionym drżeniem i stłumionym odgłosem opukowym, inna z płatowym zapaleniem płuc, z ładnie słyszalnymi trz...

Sen? A co to takiego? Czyli wyjazdy, warsztaty, imprezy.

Ubiegły tydzień minął błyskawicznie, w wyczekiwaniu na czwartkowy wyjazd z IFMSA, a ten jeszcze szybciej, na jego odsypianiu. Tegoroczny, jesienny zjazd był o 1 dzień dłuższy niż zazwyczaj, w związku z obchodami 60-lecia Stowarzyszenia, co dla większości, która tak jak ja wybiera uczestnictwo w warsztatach, sesjach plenarnych i imprezy ponad snem, oznaczało kolejną nieprzespaną noc. Jak zawsze było warto, ale chyba trudno się dziwić, że dochodziłam do siebie ze cztery dni po powrocie :P Mimo tak intensywnego weekendu, ku sporemu zaskoczeniu, udało mi się zdać wtorkowe kolokwium z patomorfologii, więc nie zrobiłam sobie żadnych zaległości. Jeśli chodzi o zajęcia to w tym tygodniu mieliśmy ostatni fakultet z immunologii i ostatnia internę na Oddziale Hipertensjologii. Za tydzień czeka nas krótki test, a po nim zaliczenie praktyczne przy łóżku pacjenta. Każdy z nas będzie musiał przeprowadzić badanie głowy, szyi i klatki piersiowej, z opukiwaniem i osłuchiwaniem płuc i serca włącznie. P...

Poranna psychologia i patomorfologia, czyli dlaczego NIE nie cierpię poniedziałków.

Zaczynam własnie ostatni spokojny tydzień bez żadnego kolokwium, bo od następnego mamy 3-tygodniowy maraton: patomorfologia, patofizjologia, diagnostyka, a do tego oczywiście cotygodniowe wejściówki z mikrobów. Na szczęście z tym ostatnim jestem chwilowo na zero, bo w piątek udało mi się poprawić zaległą wejściówkę :) Poniedziałki są w tym semestrze straszliwie długie, bo żeby dojechać na nieobowiązkowy  wykład z psychologii muszę wstać koło 6:15, a wracam z zajęć dopiero 12h później (przez bezsensowne okienka, o których już pisałam). Mimo tego, jakoś nie potrafię powiedzieć z pełnym przekonaniem, tak chętnie przez wielu powtarzanego zdania, "Nie cierpię poniedziałków!".    Mimo, że po tylu godzinach siedzenia na zajęciach jestem zmęczona, to naprawdę nie mam powodów do narzekań. Wykład z psychologii jak zawsze świetny, choć zdecydowanie za krótki. Przez to, że trwa on tylko 45min, prowadząca musi bardzo zwięźle, wręcz hasłowo opowiadać o wi...

Immunologia, sentymenty i pierwsza pomoc, czyli podsumowanie miesiąca.

Czas jak zwykle pędzi, człowiek dopiero co się przeprowadzał, a tu już miesiąc zajęć za nim. Ten rok, pod wieloma względami, jest zupełnie inny niż 2 poprzednie. Zamiast wielogodzinnych okienek, wolnych popołudni i piątków, całe dnie na mieście, bo bezsensowne okienka po 1h, plus znacznie więcej przedmiotów. Zamiast 5-minutowych spacerków na zajęcia, jeżdżenie po całym mieście, zamiast spania do 10, zajęcia na 8 cztery razy w tygodniu. Jest inaczej, mogłoby się wydawać, że trudniej, ale poza niedosypianiem, które przede wszystkim wynika z mojego "rozstrajania" się przez imprezy w weekendy, nie mam powodów do narzekań. Przedmioty nadal uważam za ciekawsze niż na dwóch pierwszych latach, oczywiście nie wszystkie, ale większość. W ramach psychologii klinicznej mieliśmy kolejny interesujący wykład, na temat orzecznictwa sądowego, a później trochę mniej interesujące ćwiczenia dotyczące przekazywania złych informacji i pracy z trudnym pacjentem. Temat generalnie bardzo ważny, ale...

Kolejne przedmioty, IFMSA, imprezy, czyli dzień jak co dzień.

Miałam już okazję uczestniczyć we wszystkich przedmiotach, obowiązujących nas w tym semestrze. Ogólne odczucia nadal są pozytywne :) Prowadzący zrobili na mnie, jak na razie, bardzo dobre wrażenie, nawet Ci na nudnych przedmiotach, mówią w znośny, niezbyt nużący sposób. Choć może to po prostu ja mam jeszcze zapał, bo to dopiero pierwszy miesiąc :P W poniedziałek znów wstałam na 8 rano na wykłady! Ponownie nie żałowałam, bo psychologia kliniczna jest świetnie prowadzona. Zarówno wykłady jak i ćwiczenia są bezstresowe, ciekawe i wciągające. Wiele rzeczy, o których jest mowa wydaje mi się dość oczywistych, z takiej "życiowej wiedzy", ale dowiedziałam się już także kilku nowych informacji. Za to pierwszy wykład z patomorfologia przypomniał mi, że przecież tak naprawdę to już od przeszło pół roku przedmiot ten można by śmiało nazywać onkologią. Nauka na egzamin tych wszystkich nowotworów, które póki co zlewają mi się w jedno, będzie straszna. Nie mówiąc już o nauce "szkiełek...

Studenckie życie, czyli Juwenalia w pełni :D

Dziś będzie bardzo mało "naukowy" wpis, bo trwają Juwenalia. Pierwszy raz mam okazję w nich uczestniczyć, bo w zeszłym roku mieliśmy w tym okresie mnóstwo kolokwiów i nikt nie chciał iść, a będąc w liceum też jakoś nigdy mi się nie udało. Tym razem mamy wyjątkowo luźny weekend, nie ma żadnych ważnych zaliczeń w przyszłym tygodniu i można się bawić. W czwartek nie planowałam nigdzie wychodzić, chciałyśmy tylko wypić piwko z koleżanką, z okazji zdanego kolokwium z fizjologii (to już ostatnie!), ale ona napisała do drugiej koleżanki i tak poszedł łańcuszek wśród mojej grupy, więc w efekcie zebrała się nas całkiem spora ekipa :D Część miała już kupione bilety na koncerty, my z D. nie, ale długo nie trzeba nas było namawiać, żebyśmy mimo tego poszły. Miałam gdzieś tam z tyłu głowy, że przecież chciałam iść następnego dnia poprawić kolejną wejściówkę z mikrobiologii, ale gdy reszta mojej ekipy "poprawkowiczów" stwierdziła, że to przecież nie zając, nie ucieknie, to szy...

Ostatnia biochemia i majowe przesilenie.

Weekend majowy minął tak szybko, że już zapomniałam, że w ogóle był. Spędziłam chwilę w domu, odwiedziłam rodzinę i spotkałam się z przyjaciółką na zdecydowanie za krótkie 4 godziny. Miałam także w planach naukę biochemii, choć wiedziałam, że do wejściówki prawdopodobnie i tak nie podejdę, bo seminarium prowadzi moja "ukochana" doktor R. Nietrudno zgadnąć, że ta świadomość spowodowała zerową motywację do nauki i nawet nie otworzyłam książki. Na szczęście mogłam sobie na to pozwolić, bo z poprzedniej wejściówki dostałam 4,5! Pierwszy raz tak poszalałam z oceną, tym samym zapewniając sobie spokojną głowę na czas majowego weekendu :) Przede mną ostatnia wejściówka z biochemii, z której muszę dostać 3, żeby nie musieć podchodzić do żadnych poprawek. Temat jest dość przyjemny - witaminy, a do tego wejściówkę układa moja prowadząca, więc jestem względnie spokojna. Niestety koniec wejściówek nie oznacza spokoju, bo jak już rozprawię się z biochemią, będę musiała w końcu wziąć się ...