Skip to main content

Posts

Showing posts with the label egzaminy

Wolność, wakacje i kamienie milowe, czyli koniec nauki i plany na kolejny rok.

Wolność! Taka była moja pierwsza myśl, gdy w czerwcowy poranek podczas odwiedzin w Polsce otrzymałam wyniki MRCS part B, drugiej części egzaminu chirurgicznego, do którego podeszłam w maju. Dla niewtajemniczonych, jest to egzamin umożliwiający zostanie członkiem jednego ze Stowarzyszeń Chirurgów (Royal College of Surgeons) i jest on de facto niezbędny do ukończenia pierwszego stopnia specjalizacji. Ale po kolei! Po zimowym wypadzie do Porto, o którym pisałam w poprzednim poście, kolejne dwa i pół miesiąca, zgodnie z oczekiwaniami, spędziłam próbując pogodzić pracę kliniczną, uprzednio zaplanowane wyjazdy i wydarzenia oraz naukę do egzaminu. Luty upłynął mi głownie pod hasłem nocnych zmian, co nie ułatwiało nauki. Na szczęście pomiędzy dyżurami miałam już zaplanowane kilka dni wolnego na wypad do rodziców B, a dodatkowo BMA ogłosiło kolejne strajki lekarzy pod koniec miesiąca, w związku czym udało mi się poświęcić kilka pełnych dni na naukę. Od marca, poza samodzielną nauką, zaczęłyśmy ...

Podróże, progress i powrót do nauki, czyli o krok bliżej do specjalizacji.

Zgodnie z przewidywaniami, końcówka września i cały październik upłynęły mi pod hasłem nocnych dyżurów. Nie pamiętam czy pisałam o tym wcześniej, ale forma dyżurowania w Anglii wygląda trochę inaczej niż w Polsce, zwłaszcza na początkowych etapach kariery. Zamiast 24-godzinnych zmian, nocki w trakcie stażu i pierwszego stopnia specjalizacji trwają zazwyczaj 13 godzin. Oznacza to, że na zmianę przychodzi się na godzinę dwudziestą czy dwudziestą pierwszą i wychodzi się z pracy po porannej odprawie. Haczyk jest taki, że dyżury te odbywają się w sesjach po trzy (piątek-poniedziałek) lub cztery (poniedziałek-piątek) z rzędu, więc po dniu odsypiania (jeśli ma się ku temu warunki, na prawdę nie wiem jak radzą sobie koledzy i koleżanki, którzy mają dzieci), wraca się do pracy na kolejną nockę. Dodatkowa różnica jest taka, że bardzo często są to intensywne zmiany, więc nie ma mowy o jakimkolwiek spaniu w trakcie dyżuru, zwłaszcza dyżurując na internie czy chirurgii ogólnej. Na szczęście na orto...

Własna droga, sukcesy i porażki, czyli podsumowanie kolejnego roku pracy w Anglii.

Jak zawsze pisanie nowego wpisu wychodzi mi na raty. Chciałam wrzucić wpis na początku sierpnia na podsumowanie minionych dwanaście miesięcy w obecnej pracy, a tu nagle początek października. Jako, że od poprzedniego wpisu minęło już pół roku, trochę się w tym okresie wydarzyło, więc po kolei.  Życie zawodowe: Kliniczna część mojej pracy na ortopedii utwierdziła mnie w przekonaniu, że to jest właśnie to co chcę robić. Po niezliczonych dyżurach i dniach na oddziale, asystach, na bloku, pierwszych przeprowadzonych operacjach, interakcjach z pacjentami, starszymi rezydentami i zespołem specjalistów, nie mam już wątpliwości, że to właśnie ortopedia, a nie chirurgia ogólna będzie moim docelowym planem na przyszłość. Myślę, że patrząc na moje praktyki wakacyjne z czasów studenckich, w tym mój dwumiesięczny Erasmus w Anglii, nie jest to specjalnie dużym zaskoczeniem, ale miło było utwierdzić się w tym przekonaniu z perspektywy lekarza, którego praca wygląda jednak trochę inaczej niż ekscy...

Wyjazdy, konferencje, egzaminy i kursy, czyli intensywny blok kliniczny i dużo zdjęć.

Zgodnie z obietnicą z poprzedniego wpisu, ten zacznę od zdjęć. Końcówkę zeszłego roku, w przerwach od pracy i nauki do egzaminów, spędziłam bardzo przyjemnie. Październik zaczęłam od spontanicznej wycieczki do Barcelony, gdzie zastała mnie znacznie ładniejsza pogoda niż początkowo zapowiadano, a później T i W w końcu wpadły w odwiedziny do UK, więc spędziłyśmy kilka dni na nadrabianiu zaległości w babskich pogaduchach, zwiedzaniu miasta i degustacji magicznych trunków. Natomiast na  zakończenie miesiąca spędziliśmy z B relaksujący weekend w SPA w Bath, po czym w ramach kolejnej spontanicznej wycieczki wyskoczyłam do Londynu na Hallowenową imprezę do koleżanki ze stażu :D Barcelona

Serca, prowadnice i hormony, czyli kardiologia i endokrynologia.

Kardiologia. Oddział, z którym po raz pierwszy zetknęłam się w ubiegłym roku i dzięki temu, że trafiłam na zaangażowanego prowadzącego, po zakończeniu zajęć miałam poczucie, że naprawdę czegoś się nauczyłam. To między innymi dlatego, w tym roku, miałam wobec tych zajęć spore oczekiwania. Choć moja edukacja akademicka powoli dobiega końca, moja umiejętność osłuchiwania serca jest nadal na beznadziejnym poziomie, a niewielka liczba sytuacji, w których byłaby mi dane nad nią popracować, na pewno nie pomaga. Liczyłam więc na to, że przez 3 tygodnie ćwiczeń uda mi się trochę ten temat nadrobić. Wydawać by się mogło, że na oddziale pełnym pacjentów kardiologicznych, okazji będzie aż nadto. Niestety, tak się złożyło, że tym razem trafiliśmy pod opiekę profesora, który po pierwsze zajmował się głównie kardiologią interwencyjną, więc z badaniem pacjentów na oddziale nie miał za wiele do czynienia, a po drugie był naprawdę mało zainteresowany tym czy robimy coś sensownego w trakcie zajęć. W zwią...

Bliżej pacjentów, czyli medycyna rodzinna i grudniowy maraton egzaminów.

Medycyna rodzinna, specjalizacja, która nie bez powodu, kojarzy się głównie z katarkami, przeziębieniami, wpisywaniem leków na nadciśnienie i zwolnień lekarskich. Choć faktycznie, stanowi to lwią cześć praktyki lekarza rodzinnego to jak się okazuje, nierzadko można trafić na dużo bardziej tajemnicze przypadki, których nie powstydził by się serialowy Dr House. Przez te kilka dni zajęć, które spędziliśmy w poradni, poza klasycznymi pacjentami z cukrzycą, bólami kręgosłupa i zapaleniami oskrzeli, mieliśmy okazję badać m.in kobietę, która z niewyjaśnionej przyczyny regularnie zapadała na zapalenie krtani, zawsze w tym samym czasie kiedy pojawiała się u niej menstruacja. Problem ustał gdy kobieta przeszła menopauzę. Inna pacjentka, będąca już po czterdziestce, nagle straciła wszystkie włosy, po czym stopniowo zaczęła tracić słuch. W obu przypadkach koszyk badań lekarza rodzinnego (pula badań, które taki lekarz może zlecić na NFZ) był niewystarczający, ale nawet po licznych konsultacjach spe...

Kierunek Wyspy, czyli droga do stażu w Wielkiej Brytanii.

Już za kilka dni rozpoczynam ostatni rok studiów, ale jako, że lubię planować swoją przyszłość z wyprzedzeniem, moje myśli wybiegają o prawie rok do przodu, do czekającego mnie po szóstym roku stażu podyplomowego. Pozostając wierną maksymie, będącej nazwą mojego bloga ["Be brave, dream big."], moje plany dotyczące stażu wymagają trochę więcej zachodu i przemyśleń niż wybór miasta i szpitala w Polsce. Już kilka lat temu, zaraz po rozpoczęciu studiów, zaczęłam interesować się możliwościami kształcenia się za granicą. Ktoś mógłby mi wytknąć, że to niepatriotyczne z mojej strony, ale dla mnie najważniejsze jest to, aby uzyskać jak najlepszą możliwą edukację, a to gdzie będzie się to odbywać jest dla mnie sprawą drugorzędną. Swoje rozważania rozpoczęłam od Kanady, ponieważ przy wszystkich absurdach dzisiejszego świata, robi ona wrażenie bardzo stabilnego kraju, z dobrze prosperującym systemem ochrony zdrowia. Niestety, dostanie się tam na specjalizację (staż odbywa się u nich w ra...

Miopatie? Mioklonie? Miastenie? A może dystrofie miopatyczne? Czyli gąszcz neurologicznych terminów.

Zabiegana końcówka roku, po czym spontaniczne wyjazdy wakacyjne spowodowały, że próby dodania wpisu szły mi ostatnio opornie. W końcu udało mi się jednak wygospodarować trochę czasu, więc czas nadrobić zaległości. Po rozmowach ze znajomymi ze starszych lat, którzy teraz są już szczęśliwymi posiadaczami dyplomów ukończenia studiów, nasuwa się jeden wniosek, jedynym przedmiotem, który wśród studentów piątego roku budził pewnego rodzaju strach i obawę była na naszej uczelni neurologia. Z jednej strony, można by powiedzieć, że przecież to przedmiot jak każdy inny, w sumie taka interna geriatryczna, tylko pacjenci często w gorszym stanie i ograniczonym kontakcie, ale na intensywnej terapii czy psychiatrii potrafiło być równie źle, a nawet gorzej. Skąd więc takie podejście? Prawdopodobnie stąd, że, choć oczywiście mogę mówić tylko za siebie, ale po neuroanatomii, która stanowiła jedynie ułamek tego przedmiotu na pierwszym roku (a jeśli ktoś, tak jak ja miał szczęście, a przynajmniej ...

Oddział bez klamek i misja edukacyjna, czyli psychiatria i obalanie mitów.

Pierwszy miesiąc nowego roku już za nami. Ba, już prawie połowa drugiego minęła. Przerwa świąteczna upłynęła mi bardzo aktywnie i rozrywkowo, bo po trzech dniach tradycyjnego, rodzinnego obżarstwa, pojechałam na studencki wyjazd narciarsko-sylwestrowy do Czech. Nie był to mój pierwszy wypad tego typu, ale zdecydowanie najlepiej zorganizowany. Wybraliśmy się wspólnie z całkiem sporą ekipą znajomych, głównie ze studiów (zgodnie z naszą coroczną tradycją wspólnych sylwestrów nie zabrakło W. i T), ale była z nami także moja siostra z chłopakiem i kilku "znajomych znajomych". Wyjazd organizowała Integra i to jak organizowała! Codziennie, poza wyjściem na stok, mieliśmy zapewnione całe mnóstwo atrakcji: karaoke, imprezy tematyczne, wieczór stand-up, wieczór planszówek, tzw."szybkie randki", turniej gier na Play Station, wycieczka do Pragi, integracyjne gry [bez]alkoholowe, kurs tańca, kurs wizażu, masaże, sauna, laser tag, nie starczało czasu by we wszystkim wziąć udział,...

Pierwsi pacjenci, testy i rankingi, czyli nefrologia i rant o LEKu.

Pierwsze dwa tygodnie nowego roku akademickiego już za mną. Nadal, za każdym razem gdy z ust prowadzącego lub młodszego studenta, pada pytanie "Na którym roku jesteście?", chwila musi minąć, zanim mój mózg przetworzy fakt, że to już naprawdę piąty rok. Mam wrażenie, że zatrzymałam się gdzieś koło trzeciego, a czwarty minął zupełnie niepostrzeżenie. Podobnie jak w ubiegłym roku, październik mija nam pod hasłem interny. Pierwsze 6 dni spędziliśmy na oddziale chorób wewnętrznych, reumatologii i geriatrii. Choć na pierwszym seminarium prowadzący wydawał się irytujący, to szybko dało się do niego przyzwyczaić i koniec końców, mimo wczesnej godziny i tematów, będących raczej poza kręgiem moich zainteresowań, spotkania mijały szybko i bezboleśnie. Na ćwiczeniach mieliśmy szczęście trafić na tą samą prowadzącą, która w ubiegłym roku pomogła nam przetrwać popołudniowe, śmiertelnie nudne zajęcia z geriatrii, także nie było źle. Mieliśmy okazje porozmawiać z pacjentami, prezentującymi ...

Szwy, żarty i ALS, czyli chirurgia i medycyna ratunkowa.

Dopiero co bawiłam się na żeglarskiej majówce, a tu nagle zrobiła się prawie połowa lipca. Znów narobiłam sobie zaległości w pisaniu, ale moje lenistwo bywa silniejsze ode mnie :P Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że miałam w tym semestrze całkiem sporo egzaminów, z czego większość, mimo że technicznie rzecz biorąc na 4 roku jest sesja ciągłą, przypadała na ostatni miesiąc. Najpierw, jeszcze na koniec maja, musiałam zmierzyć się ze zdecydowanie najgorszym przedmiotem, czyli farmakologią. Tak jak w przypadku wszystkich dużych i ciężkich egzaminów, założyłam że dwa tygodnie będą optymalnym czasem na przygotowanie, co później, tradycyjnie już przeklinałam, idąc na egzamin. Test nie był, ani prosty, ani wybitnie trudny, ale to jest ten rodzaj przedmiotu, którego nie da się nauczyć w całości, zresztą nie po to ktoś wymyślił Pharmindexy i Empendium, żeby trzymać w pamięci tysiące nazw leków. Najbardziej demotywujący był fakt, że test składał się ze 100 pytań, a to już jest ta liczba, ...