Skip to main content

Posts

Hakuna Truvada czyli choroby zakaźne.

Oj, narobiłam sobie trochę zaległości w pisaniu, dlatego dla porządku, rozbiję wpis na dwa krótsze. Pierwszy zaczęłam pisać już jakiś czas temu, ale najpierw była nauka do egzaminu z chorób zakaźnych, później intensywna majówka, a po niej równie intensywna nauka do egzaminu z farmakologii i jakoś tak nie udało mi się go dokończyć. Cofając się więc o 2 miesiące, na początku kwietnia, zakończyłam blok z farmakologii. Pisałam o nim przy okazji innych wpisów, więc teraz nie będę się za bardzo rozwodzić. Cały miesiąc zajęć na godz.13, miał teoretycznie sprawić, że będę chodzić wyspana, ale po prostu kładłam się spać adekwatnie później i na jedno wyszło. Pozytyw był taki, że na zajęcia miałam niecałe 10min spacerem, więc przynajmniej nie traciłam czasu na dojazdy, ale już same spotkania były stratą czasu. Przeczytać seminarki mogę równie dobrze leżąc w łóżku, nie potrzebuję lektora w postaci prowadzącej, a poza kilkoma zajęciami mniej więcej tak to wyglądało. Wszystkie kolokwi...

Nauka, nauką, ale świat sam się nie zwiedzi, czyli plany wyjazdowe, mniej i bardziej odległe.

W tym roku moje wpisy głównie podsumowują poszczególne bloki i choć od czasu do czasu zdaję relacje z różnych wydarzeń, to jest tego mniej niż wcześniej. Po części wynika to z faktu, że postanowiłam zrobić sobie przerwę od IFMSA. Na 4-tym roku mamy mnóstwo czasu wolnego, ale po trzech latach intensywnego działania w Stowarzyszeniu, tym razem chciałam spożytkować go na coś innego. Od tego zaczęła się między innymi moja tegoroczna przygoda z Muay Thai, w które szalenie się wkręciłam. Dzięki temu, że nasza uczelniana siłownia została zaopatrzona w worek bokserski, o czym niedawno się dowiedziałam, mogę ćwiczyć nawet wtedy kiedy z jakiś powodów nie mam możliwości dotarcia na trening. To, że po 5 latach przerwy, udało mi się w końcu pokonać lenia i wrócić do sportu w takim wymiarze jak dawniej, nadal nie przestaje mnie zaskakiwać. Kolejną rzeczą, w której miałam okazję wziąć udział w tym roku, było pisanie pracy naukowej. W związku z tym, że uważam, iż większość rzeczy warto choć raz sp...

Mali dorośli, czyli pediatria już za mną.

Pediatria to przedmiot, do którego, nie oszukujmy się, nie spieszyło mi się. Wizja spędzenia miesiąca na oddziale internistycznym pełnym dzieci nie napawała mnie optymizmem, ale na szczęście, już po raz kolejny w tym roku, mogłam się przekonać jak dużo zmieniają zaangażowani asystenci prowadzący zajęcia. Blok ten jest podzielony na dwie części, 8 dni ćwiczeń odbywa się na pododdziale niemowlęcym, a kolejne 8 dni na "dzieciach starszych". Dodatkowo, jedne zajęcia prowadzone są przez pediatrę-kardiologa, a jedne przez neurologa. Moja podgrupa zaczęła od zajęć z maluchami. Nasza prowadząca była bardzo sympatyczną, ale przy tym konkretną, młodą babką, czyli tak jak lubię. Na pierwszych ćwiczeniach przypomniała nam jak prawidłowo zbierać wywiad z rodzicami małych dzieci, podkreślając jakie elementy różnią go od standardowego, internistycznego badania podmiotowego. Później, zabrała nas do sali kilkudniowego noworodka i po rozmowie z jego mamą, wspólnie omówiliśmy kolejność przeprow...

Abdukcja, indukcja, dedukcja, czyli alergologia w innej odsłonie.

Zrobiły mi się lekkie zaległości w pisaniu, bo od czasu alergologii zdążyłam już zakończyć kolejny blok, napisać 2 zaliczenia i rozpocząć farmakologię, ale postaram się to niedługo nadrobić. Na mojej uczelni, pewnie podobnie jak na każdej, profesorów można podzielić na 3 główne typy: Profesor Jatujestembogiem Jego zachowanie aż krzyczy "Jam tu panuję, a tyś jest nikim i żadne regulaminy uczelni, ani uwagi dziekana mnie nie obchodzą!". Typ najmniej lubiany przez studentów, ale też na szczęście zdecydowanie najrzadszy. Osobiście, ostatni raz miałam z takim do czynienia na drugim roku i miejmy nadzieję, że więcej nie będę musiała przez to przechodzić. Profesor Wszechwiedzący-Wszędobylski Z minimum trzema specjalizacjami, milionem prac naukowych i po co najmniej kilku stażach zagranicznych. Do tego nierzadko lubiący występować na konferencja i w mediach. Wbrew pozorom, typ ten, mimo znacznie większych osiągnięć niż poprzedni, jest nieporównywalnie bardziej sympatyczny, otwa...

Otolaryngologia, czyli wszystkiego po trochu.

Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, po medycynie sądowej, która od dawna znajdowała się w kręgu moich zainteresowań, czekała mnie otolaryngologia. Dotychczas, miałam z nią do czynienia tylko raz, gdy w wieku 5 czy 6 lat musiałam mieć "wycięte migdałki", także jednynym obrazem, który przychodził mi na myśl, gdy o niej myślałam, były zakatarzone, zaryczane dzieci, płukannie uszu i niezbyt przyjemne usuwanie migdałków, po którym przez całą wieczność nie mogłam nic jeść. Przed rozpoczęciem zajęć nastawiłam się długie, nudne seminaria i podpieranie ścian na ćwiczeniach i w poradni. Na szczęście, już po raz kolejny w tym roku, zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Zajęcia były naprawdę ciekawe, na wszystkich seminariach (poza jednym, ale to wyjątek, potwierdzający regułę), z zainteresowaniem słuchałam i notowałam. W trakcie części praktycznej miliśmy okazję poznać wszystkie aspekty tej specjalizacji. Oczy, uszy, nos, gardło, krtań, izba przyjęć, poradnia audiologiczna, oddzia...

Trupy, narkotyki i materiał dowodowy, czyli całkiem ciekawy początek nowego roku.

Dzisiejszy tytuł, niczym z opisu serialu kryminalnego, to zasługa zakończonych niedawno dwóch bloków, z medycyny sądowej i toksykologii. Gdyby ktoś postanowił przejrzeć zakładki/ulubione strony w mojej przeglądarce, cofając się do czasów gimnazjum i liceum, znalazłby takie adresy jak Archiwum Medycyny Sądowej i Kryminologii, Forensic Medicine for Medical Students, Kryminalistyka i Medycyna Sądowa i wiele podobny. Ba, jest ich na tyle dużo, że mam nawet utworzony dla nich osobny folder. Nie trudno więc zgadnąć, że temat interesował mnie już dawno. Jeśli dobrze pamętam, wszystko zaczęło za sprawą książek antropolog klinicznej, Kathy Reichs, które namiętnie czytałam w drugiej czy trzeciej klasie gimnazjum. Jeśli ktoś nie zna autorki, a lubi powieści detektywistyczno-kryminalne to bardzo polecam. To w...

Bardziej zabiegowo niż się spodziewałam, czyli gastroenterologia na zakończenie roku.

Naszym ostatnim blokiem przed przerwą świąteczną była gastroenterologia. Jest to tak naprawdę część bloku z interny, więc spodziewałam się kolejnych dwóch tygodni zbierania wywiadów i badań przedmiotowych. Na szczęście, okazało się, że jest to specjalizacja znacznie bardziej zabiegowa niż myślałam. Po pierwszym seminarium zostaliśmy przydzieleni do różnych asystentów, mojej szóstce się poszczęściło, ponieważ zajął się nami docent B. Już wcześniej słyszałam o nim wiele pozytywnych opinii, które okazałay się jak najbardziej trafne. Pan doktor jest doskonałym endoskopistą i zajmuje się głównie zabiegowym aspektem gastroentereologii, dzięki czemu już na pierwszych zajęciach mieliśmy okazję zobaczyć procedurę leczenia achalazji przełyku metodą POEM (ang.peroral endoscopic miotomy). Polega ona na rozcięciu mięśniówki przełyku z dostępu gastroskopowego, bez konieczności otwirania klatki piersiowej jak w klasycznej miotomii. Inną procedurą, którą mieliśmy okazję oglądać kilkukrotnie b...

Katar, kaszel i milion recept, czyli codzienność u lekarza rodzinnego.

Medycyna rodzinna, specjalizacja z drugą, po chorobach wewnętrznych, największą liczbą przyznawanych miejsc rezydenckich. Dla jednych wymarzona, umożliwiająca regularny kontakt z tymi samymi pacjentami, często przez lata, a do tego pracę w uporządkowanym trybie po 5-8h dziennie, bez dyżurów i niespodziewanych telefonów. Dla innych coś, w czym nigdy nie potrafiliby sobie siebie wyobrazić. Nie trudno zgadnąć do której kategorii należę :P Zajęcia tylko potwierdziły to, co wiedziałam intuicyjnie od samego początku, a miałam okazję zweryfikować w czasie dwutygodniowych praktyk po 2 roku. Spędzanie całego dnia za biurkiem, osłuchiwanie zapaleń oskrzeli, zaglądanie dzieciom w gardła, wypisywanie miliona recept i zwolnień lekarskich z powodu katarku, to nie dla mnie. O ironio, sama siedziałam na zajęciach mimo choroby, na ibuprofenie, żeby zbić gorączkę z nocy, przekraczającą 39*C. No, ale cóż, w planie studiów nikt nie przewidział czasu na ewentualne choroby, student medycyny ma być zawsze zd...

Co wspólnego ma gen BRCA1 i Angelina Jolie, czyli genetyka, badania naukowe, a klinika.

Pamiętam, że będąc w gimnazjum i liceum bardzo lubiłam genetykę. Wśród nudnych lekcji biologii, o cyklach rozwojowych mchów i grzybów, rysowanie rodowodów i określanie szans na odziedziczenie konkretnej cechy czy choroby, było świetną rozrywką. Generalnie, wszystko co wiązało się z nauką o człowieku i choćby w najmniejszym stopniu zahaczało o medycynę, stanowiło wyczekiwaną odskocznię od innych, zupełnie nieinteresujących mnie tamtów. Gdy poszłam na studia, genetyka zaczęła kojarzyć mi się już głównie z nienajłatwiejszymi do zapamiętania nazwami genów, zwiększających ryzyko nowotworów. Przede wszystkim, ze znanym każdemu studentowi mojej uczelni, genem BRCA1. Skąd taka "popularność" akurat tego genu? No cóż, kto nie lubi chwalić się swoimi osiągnięciami, a tak się złożyło, że to właśnie za sprawą ekipy naukowców z mojego uniwersytetu, gen ten został zidentyfikowany jako odpowiedzialny za zwiększone ryzyko rodzinnego występowania raka piersi i jajnika. Profsor L. ze swoim zesp...

Oglądanie obrazków i trenażery, czyli radiologia, kurs laparoskopowy i pierwszy egzamin za mną.

W czwartek skończyłam kolejny blok, tym razem radiologię, a dokładniej diagnostykę obrazową i interwencyjną. Mimo, że M., która miała ten blok przede mną, bardzo go zachwalała, ja byłam nastawiona dość sceptycznie. Spodziewałam się, że będę umierać z nudów, słuchając o fizyce, działaniu rezonansów i tomografów, czy oglądając niewiele mi mówiące obrazy. Okazało się, że M. miała w 100% rację, przedmiot jest rewelacyjnie prowadzony, zajęcia są ciekawe, a prowadzący, może poza jednym wyjatkiem, potrafią w fajny sposób przekazać wszystkie najważniejsze informacje. Jasne, zdarzało mi się walczyć ze snem w trakcie seminarek, mimo wypicia dwóch kaw, ale wynikało to po prostu z niewystarczającej ilości snu. To juz kolejny blok w tym roku, na którym w końcu, po 3 latach wkuwania pierdół i mało istotnych szczegółów, mam poczucie, że asystenci wymagają od nas przydatnej wiedzy, na adekwatnym dla nas poziomie. Na mnie działa to naprawdę motywująco, dużo bardziej, niż robienie wejściówek, na których...