Skip to main content

Posts

Dzieci wszędzie, co to będzie? Czyli pediatria, neonatologia i podróże.

Nie będę ukrywać, że po zeszłorocznym bloku z pediatrii, na którym wynudziłam się za wszystkie czasy, do tegorocznego podchodziłam z dużą niechęcią. Fakt, że zajęcia miały odbywać się między innymi na hematologii i onkologii, na których podobno można trafić na upierdliwych prowadzących także nie pomagał. Do tego dochodzi moja niezbyt duża tolerancja na wrzeszczące i płaczące dzieci, idealny przepis na dramatyczny miesiąc. Na szczęście, okazało się, że zajęcia były zaskakująco dobrze zorganizowane, prowadzący, z którymi ćwiczyliśmy sympatyczni, a dzieci wyjątkowo spokojne. Blok podzielony był na kilka części, w taki sposób, żeby każda podgrupa miała okazję spędzić po kilka dni na: hematologii, onkologii, nefrologii i gastroenterologii. Ja zaczęłam od hematologii, na której zajęcia prowadziły nam dwie sympatyczne lekarki (no dobra, pierwsza była taka w miarę, ale druga naprawdę super).Dostaliśmy nawet książeczki o hemofilii i chorobie von Willebranda, takie dla dzieci i ich rodziców, al...

Skalpele, szwy i dużo stania, czyli zajęcia z chirurgii w szczegółach.

Jak nietrudno się domyślić, zajęcia z chirurgii to, przynajmniej w teorii, moja ulubiona część roku. Rzeczywistość jest jednak taka, że nigdy nie nastawiam się na nie zbyt optymistycznie, bo przyzwyczajona do bycia częścią "życia oddziału" i bloku operacyjnego w trakcie praktyk wakacyjnych, zdaję sobie sprawę, że ćwiczeniom będzie do tego daleko. Nie dość, że nie jestem na nich jedyną studentką, a na praktykach dbam o to, aby z jak największym prawdopodobieństwem tak właśnie było (i jak dotychczas zawsze się udawało), to dodatkowo w trakcie wakacji spędzam cały czas wśród tego samego personelu, a miesięczne zajęcia w ramach piątego roku, odbywają się w trzech różnych szpitalach, na sześciu oddziałach. Nie zmienia to faktu, że jest to jeden z przyjemniejszych bloków, w czasie którego zajęcia kończą się często bardzo wcześnie, a atmosfera, jak to wśród chirurgów, jest na ogół lekka i przyjemna. Podobnie jak w ubiegłym roku pierwsze dwa dni składały się z maratonu samych semina...

Oddział bez klamek i misja edukacyjna, czyli psychiatria i obalanie mitów.

Pierwszy miesiąc nowego roku już za nami. Ba, już prawie połowa drugiego minęła. Przerwa świąteczna upłynęła mi bardzo aktywnie i rozrywkowo, bo po trzech dniach tradycyjnego, rodzinnego obżarstwa, pojechałam na studencki wyjazd narciarsko-sylwestrowy do Czech. Nie był to mój pierwszy wypad tego typu, ale zdecydowanie najlepiej zorganizowany. Wybraliśmy się wspólnie z całkiem sporą ekipą znajomych, głównie ze studiów (zgodnie z naszą coroczną tradycją wspólnych sylwestrów nie zabrakło W. i T), ale była z nami także moja siostra z chłopakiem i kilku "znajomych znajomych". Wyjazd organizowała Integra i to jak organizowała! Codziennie, poza wyjściem na stok, mieliśmy zapewnione całe mnóstwo atrakcji: karaoke, imprezy tematyczne, wieczór stand-up, wieczór planszówek, tzw."szybkie randki", turniej gier na Play Station, wycieczka do Pragi, integracyjne gry [bez]alkoholowe, kurs tańca, kurs wizażu, masaże, sauna, laser tag, nie starczało czasu by we wszystkim wziąć udział,...

Po drugiej stronie kurtyny, czyli anestezjologia i intensywna terapia.

Tak to mnie dwa miesiące nie było, a jak mnie wena złapała to dwa wpisy w tydzień :D Gdyby tak podliczyć praktyki i zajęcia na uczelni, to na przestrzeni ostatnich czterech lat spędziłam na bloku operacyjnym plus minus sześć miesięcy. Nie jest tajemnicą, że chirurgia to coś co uwielbiam i nigdzie nie czuję się tak dobrze jak przy stole operacyjnym, ze skalpelem w ręku. Tym razem przyszło mi jednak stanąć po drugiej stronie "kurtyny", czyli za głową pacjenta, na terytorium anestezjologów. Ilość żartów, dotyczących odwiecznej wojny między anestezjologiami i chirurgami jest prawdopodobnie nieskończona, sama nie raz byłam obiektem żartobliwych, uszczypliwych komentarzy, gdy z przekonaniem powtarzałam, że w przyszłości planuję zostać po stronie noży i haków. Nigdy nie były one jednak obraźliwe, tylko z humorem. Chirurdzy i anestezjolodzy z przymrużeniem oka. W oparciu o moje dotychczasowe doświadczenia, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że uwielbiam anestezjologó...

Kolejne "-logie" i pierwsza transplantacja, czyli dwa miesiące w skrócie.

Wydawało mi się, że dopiero co dodawałam wpis, a tu się okazuje, że już dwa miesiące od tego czasu minęły. Blok z nefrologii udało mi się zaliczyć za pierwszym podejściem. Generalnie, w mojej połowie grupy poszło całkiem, całkiem, bo proporcje się odwróciły i tylko cztery osoby musiały poprawiać, a aż osiem zdało. Kolejnym blokiem była farmakologia kliniczna, o której mogę powiedzieć tyle,że była przeraźliwie nudno prowadzona (poza jednymi zajęciami z profesor B.) i niezbyt wymagająca. Jasne, trzeba było zrobić sobie powtórkę z zeszłego roku, żeby zdać zaliczenie, ale był to ułamek nauki na egzamin. Teoretycznie dwie osoby powinny były oblać, ale miła pani profesor postanowiła przymknąć oko na brakujący punkt i tym samym cała grupa mogła skupić się na kolejnym przedmiocie - ginekologii. W trakcie tygodnia farmakologii, jako że zajęcia trwały tylko 2h15, mieliśmy jeszcze rozpisany po nich fakultet z radiologii interwencyjnej. Podobnie jak w ubiegłym roku, był on ciekawie poprowadzony pr...

Pierwsi pacjenci, testy i rankingi, czyli nefrologia i rant o LEKu.

Pierwsze dwa tygodnie nowego roku akademickiego już za mną. Nadal, za każdym razem gdy z ust prowadzącego lub młodszego studenta, pada pytanie "Na którym roku jesteście?", chwila musi minąć, zanim mój mózg przetworzy fakt, że to już naprawdę piąty rok. Mam wrażenie, że zatrzymałam się gdzieś koło trzeciego, a czwarty minął zupełnie niepostrzeżenie. Podobnie jak w ubiegłym roku, październik mija nam pod hasłem interny. Pierwsze 6 dni spędziliśmy na oddziale chorób wewnętrznych, reumatologii i geriatrii. Choć na pierwszym seminarium prowadzący wydawał się irytujący, to szybko dało się do niego przyzwyczaić i koniec końców, mimo wczesnej godziny i tematów, będących raczej poza kręgiem moich zainteresowań, spotkania mijały szybko i bezboleśnie. Na ćwiczeniach mieliśmy szczęście trafić na tą samą prowadzącą, która w ubiegłym roku pomogła nam przetrwać popołudniowe, śmiertelnie nudne zajęcia z geriatrii, także nie było źle. Mieliśmy okazje porozmawiać z pacjentami, prezentującymi ...

Praktyki, konferencje, podróże, czyli gdzie te wakacje uciekły?!

Pierwszy dzień października, a do mnie wciąż nie dociera, że moje trzymiesięczne wakacje dobiegają końca. Choć zajęcia zaczynamy dopiero jutro, to od piątku siedzę już w moim mieście studenckim i tonę w rzeczach, rozłożonych po całym pokoju, próbując się rozpakować. To jeden z minusów nieposiadania własnego mieszkania, dwa razy do roku trzeba spakować i rozpakować cały swój dobytek. Za każdym razem, powtarzam sobie przy tej okazji, że zrobię porządek w swoich ubraniach i wyrzucę te, których nie noszę. Naturalnie, za każdym razem kończy się na stwierdzeniu "może następnym razem" :P Wracając jeszcze na moment do praktyk, ostatnie dwa tygodnie w Wielkiej Brytanii nie różniły się za bardzo od poprzedzających ich siedmiu. Całe dnie spędzone w szpitalu, na ogół na bloku operacyjnym, od czasu do czasu także w poradni. Miałam okazję "przeprowadzić" jeszcze dwa drobne zabiegi, które były bardzo podobne do tego, o którym pisałam ostatnio, tylko wymagały wykonania dłuższych c...